sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział Jedenasty

Do parku doszłyśmy dość szybko. Wszyscy nas powitali. Chłopacy nawet na chwilę grę przerwali. Niall podbiegł do mnie podniósł do góry, pocałował, co odwzajemniłam, a później przytulił.
-Nie rób tak więcej. - Szepnął mi do ucha.
-Czego?
-Nie zostawiaj mnie samego. - Zaśmiałam się lekko. - Gdy rano cię nie zobaczyłem pomyślałem że zrezygnowałaś, odpuściłaś. - Szepnął, a ja zbliżyłam swoją twarz do jego i pocałowałam.
-Nie odpuściłam. - Szepnęłam. - A teraz mnie postaw i wracaj grać, bo chłopacy już obrzucają nas piorunami. - Pocałował mnie i postawił na ziemi i pobiegł. Ja się zaśmiałam i podeszłam do dziewczyn. - Wariat. - Powiedziałam.
-Ale twój wariat. - Powiedziała Tasza.
-Tak. - Szepnęłam z lekkim uśmiechem.
Ale czy go kocham? Czy jestem w stanie go pokochać? Wciąż się boję. Boję się że on mnie skrzywdzi.
-O co poszło wam wczoraj?
-O nic. Nieważne.
-No ale powiedz.
-Nic takiego. Koniec tematu.
-No właśnie koniec tematu. Kto chce piwa? - Spytała Lizzy otwierając wielką torbę. - Są zimne. - Podała wszystkim dziewczyną jedną butelkę. - A słuchajcie. Chris przyjeżdża jutro.
-Kim jest Chris? - Spytałam.
-To mój kuzyn. I ogółem Zayn coś wspominał że jego kuzynka z przyjaciółkami też chce przyjechać. Ale to jeszcze nie wiadomo kiedy. Jak to ona pewnie w najmniej oczekiwanym momencie. Ona uwielbia zaskakiwać ludzi. - Zaśmiała się. - Polubisz je, a one ciebie,o tym cię możemy wszyscy zapewnić.

Gdy my otwierałyśmy drugie piwo chłopacy skończyli swój mecz i doszli do nas.
-Ale się zmęczyłem. - Jęknął Nathan kładąc się na trawie.
-Bo ty stary nie masz kondycji. - Zaśmiał się Zayn. - Co ty człowieku robiłeś przez rok? Pamiętam w zeszłym roku byłeś szybszy ode mnie. A dziś?
-Nie pytaj stary.
-No mów. - Powiedział wesoło Niall, który siedział obok niego.
-Wplątałem się w kółko naukowe. Eksperymenty i tak dalej. Babka się uparła że mam chodzić na te dodatkowe zajęcia, bo inaczej nie przepuści mnie do następnej klasy.
-Co?!
-Nie śmiej się Zayn! To nie jest śmieszne. Przez to miałem mało czasu na treningi.
-Widzę że rośnie nam naukowiec. - Zaśmiał się Niall.
-Zamknij się.
-Ja już nic nie mówię.
-Nie no ale tak szczerze Nate. Dużo wyniosłeś z tych lekcji? - Spytał Zayn.
-Wiele. Naprawdę. Babka mówi że jestem jednym z najlepszych uczniów. I jest ze mnie wspaniały naukowiec. Powiedziała że chciałaby żebym w ostatniej klasie znów chodził na jej kółko. Powiedziałem że nie bo muszę się skupić na sporcie. Bo w końcu w tym kierunku chce pójść w życie.
-Nie no stary ale ty nie wyglądasz na naukowca. Nie pasują ci takie wielkie okulary i fartuszek. - Zaśmiał się Zayn. A wraz z nim wszyscy, prócz Nathana. Obrzucił Zayn'a morderczym spojrzeniem i nic więcej nie powiedział. Niall podszedł do mnie po chwili.
-Przejdziemy się?
-Z chęcią. - Odpowiedziałam i odeszliśmy od całego zgromadzenia. Parę metrów dalej były ruiny i to właśnie tu się zatrzymaliśmy.
-Co tu kiedyś stało?
-Powiadają że tu była wartownia. Tu i tam - Wskazał na miejsce w którym my staliśmy i na drugi koniec ruin. - były wieże, wysokie wieże. Pomiędzy nimi gruby mur, oraz mur szedł jeszcze po skosie w tamtą stronę od wież. - Wskazał ręką. - W tym murze był tunel którym można było przechodzić. Ale czy to prawda, tego nikt nie wie. To było dawno temu.
-Skoro to było dawno temu, to czemu nikt nie sprzątnął tych ruin?
-Ma to być czymś w rodzaju pamiątki, wspomnień. Nie wiem dokładnie. - Chwycił mnie w pasie i posadził na murku, a sam stanął między moimi nogami. Przez dłuższy czas panowała między nami cisza.
-No mów, co cię gryzie?
-Nic.
-Przecież widzę, że chcesz coś powiedzieć a się powstrzymujesz kochanie. - Powiedział Niall.
-Chodzi o nas?
-Coś nie tak ...
-Nie. - Przerwałam mu od razu. - Ja ... Chodzi o to że nie jestem pewna jak ... Jak zachowują się zakochani, para. Bo to co ja kiedyś przeżyłam, to nie było prawdziwą miłością. Znaczy on udawał, później wszystko zniszczył. - Powiedziałam smutno i cicho. - Co prawda wtedy też byłam młodsza, to też inaczej to wyglądało, ale ... On był starszy o parę lat. Zabierał mnie na imprezy swoich znajomych. Wszyscy mnie lubili. Bynajmniej tak mi się zdawało. On mówił mi że mnie kochał. A tak naprawdę ... - Pokręciłam głową.
-Jeśli nie chcesz nie musisz mówić. Nie zmuszaj się. Nie muszę znać prawdy. Akceptuje cię taką jaka jesteś. - Powiedział i pocałował mnie. To było miłe. Podniósł mnie i odbiegł kawałek od murku i zaczął się kręcić, a ja śmiać.
-Niall przestań! Proszę! - Krzyczałam przez śmiech. W końcu postawił mnie na ziemi, trochę się zachwiałam bo w głowie się kręciło, więc musiał mnie przytrzymać. Śmiejąc się wróciliśmy do reszty.
-E zakochańce! - Krzyknął Zayn.
-Co?!
-Mamy plan!
-Jaki? - Spytałam podbiegając do wszystkich i usiadłam między Lizzy i Hannah. - Co nas ominęło?
-Nie za wiele. Uwierz. - Powiedziała cicho Hannah uśmiechając się.
-Co?
-Razem wyglądacie przepięknie. - Zachichotała mi do ucha.
-Dobra plan jest taki. Sean organizuje domówkę. Co wy na to? - Spytał Zayn. Ja od razu zesztywniałam.
Domówka? O nie. Tylko nie to.
-Będzie dobrze, zobaczysz. Będę się troszczyć o ciebie i nie spuszczę z ciebie oczu. A jak Niall ci coś zrobi to będzie miał ze mną do czynienia. - Szepnęła mi do ucha Tasza. Nawet nie wiem w którym momencie podeszła do mnie. Spojrzałam na nią.
-Nie. Ja nie idę.
-Cina ...
-Tasza nie. Nie mogę. Za dużo wspomnień. Złych wspomnień. Boję się. Nie ...
-Czas przezwyciężyć strach. Trzy lata trzymałaś się na uboczu. Z dala od ludzi, imprez. Musisz ...
-Nic nie muszę. Nie i proszę nie namawiaj mnie. - Szepnęłam.
-Jak chcesz. - Powiedziała smutno.
Wszyscy wokół rozmawiali ożywieni o imprezie.
-To co idziemy? Zanim dojedziemy to trochę minie.
-Ja nie idę.
-Co? Czemu? - Spytał Nathan. - Sean się nie pogniewa jak przyjdziesz. Wręcz przeciwnie. Będzie zachwycony. I nie musisz się martwić. - Powiedział widząc moją minę. - On jest gejem. Ma chłopaka. - Powiedział z uśmiechem.
-Nie boję się Seana. Ani poznania nowych ludzi. Po prostu nie chce. Nie mam ochoty dziś na imprezę. Znajdę sobie jakieś zajęcie.
-Zostanę z tobą. - Powiedział Niall. Widziałam w jego oczach że bardzo mu zależy na tej imprezie.
-Nie musisz.
-Ale chcę.
-Nie. Niall słuchaj, to nie tak że nie chcę twojego towarzystwa. Idź na tę imprezę. Przecież widzę że chcesz. Idź. Mną się nie przejmuj. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Na pewno nie chcesz żebym z tobą został?
-Uwierz mi, chciałabym zostać z tobą, ale nie chcę cię ograniczać. Idź i baw się dobrze. - Pocałowałam go.
-Na prawdę? Mogę iść?
-Jasne że możesz.
-Ale ...
-Lepiej już nic nie mów bo się rozmyślę. - Zamilkł, uśmiechnął się i mnie pocałował.
-Jesteś najlepsza. - Powiedział z wielkim uśmiechem.
-No to co lecimy?
Każdy zaczął potakiwać i zrobiło się małe zamieszanie. Wszyscy zaczęli się ze mną żegnać. I zaczęli wsiadać do samochodów.
-Harry no wsiadaj! - Krzyknął Lukas.
-Dzisiaj muszę sobie odpuścić.
-Czemu?
-Mam coś ważnego do załatwienia.
-Co? - To pytanie zawisło w powietrzu.
-Medalion. - Odpowiedział po chwili ciszy.
-Jak wolisz. Jedziemy. Trzymaj się! - Krzyknął Lukas odjeżdżając.
-Gdzie zamierzasz iść?
-Nie mam pojęcia.
-Czemu nie chciałaś jechać na imprezę?
-Wydaje mi się że znasz odpowiedź. - Powiedziałam i ruszyłam ścieżką w głąb parku.
-Boisz się domówek?
-Boję się tego co mnie spotkało i tego że może się to powtórzyć.
-Ale Niall ...
-Nie zrobiłby tego co Greg? Nie wiem. Nie znam go. Nie potrafię ufać ludziom.
-A jednak z nim jesteś.
-Bo chcę przełamać tę barierę którą stworzyłam. Chcę znów nauczyć się kochać.
-Miłość jest przereklamowana.
-Niby skąd to wiesz? Kochałeś kiedyś? Zawiodłeś się na swojej dziewczynie?
-Nie. Moi rodzice byli dla mnie przykładem idealnej miłości. Byli tak dopasowani jak nikt inny. Uważałem tak do dnia w którym pewnego dnia szybciej wróciłem do domu z treningu. Mama pieprzyła się z jakimś facetem w salonie na kanapie. Wkurzyłem się. Stłukłem szklany stolik, rozwaliłem kredens, rzuciłem w ścianę kieliszkami i do połowy pełną butelką wina. Zacząłem krzyczeć, wyzywać matkę od najgorszych. Miałem wtedy ochotę ją uderzyć. Nawet się zamachnąłem. Ale nie mogłem tego zrobić. Zamiast tego walnąłem z całej siły w ścianę, robiąc w niej dziurę. Jak się potem okazało złamałem ją, ale nie przejmowałem się tym zbytnio. Wybiegłem z domu. Pobiegłem do parku. Wtedy się zorientowałem że mam złamaną rękę, bynajmniej wiedziałem że jest z nią coś nie tak. Miałem na tyle rozumu by pójść do przychodni. Po dwóch godzinach wróciłem do domu. Ojciec wrzeszczał na matkę jak mogła go zdradzić. Rozwalił prawie cały salon, pół kuchni i pół sypialni. Właśnie w sypialni ich znalazłem. Mama płakała, mówiła że już tego nie zrobi że żałuję. Ojciec powiedział że go to nie obchodzi i że się wyprowadza. Wtedy ja krzyknąłem tato wyprowadzam się z tobą. Oboje zamilkli i spojrzeli na mnie. Ojciec powiedział pewnie że wezmę cię ze sobą synu. Matka zaczęła jeszcze głośniej płakać. Mówiła nie, Harry nie odchodź proszę, nie zostawiaj mnie samej. Powiedziałem było nie zdradzać taty. I poszedłem do pokoju spakować się. Spakowałem wszystko co miałem. I jeszcze tej samej nocy wyjechaliśmy. Przypłynęliśmy tu okrętem. Znałem tu parę osób bo co roku w wakacje przyjeżdżałem tu do dziadków. Zamieszkaliśmy tu. Ojciec po roku znalazł sobie inną kobietę. Ale ślubu jeszcze nie wzięli. A co się dzieje z matką to nie wiem. Nie miałem z nią kontaktu od tamtego czasu. Minęły cztery lata gdy ostatni raz ją widziałem.
-Tęsknisz za nią?
-Nie wiem. Sprawiła mi wiele bólu. Nie umiem stwierdzić czy mi jej brakuje. Na samą myśl o niej robi mi się smutno i wściekam się, bo zniszczyła mi życie.


------------------------------------------

Jak się podoba rozdział?

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

3 komentarze:

  1. Zajebisty! Za przeproszeniem! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam wcześniej, ale teraz miałam możliwość skomentowania!
    Dobrze, że Miss Harrison poleciła mi tego bloga... coś nowego *_*
    Kocham! <3
    Alex
    P.S teraz się podpiszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brak mi słów! Rozdział mi się bardzo podoba *_*
    Kocham! <3
    Magda

    OdpowiedzUsuń