poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział Trzeci

-Sęk w tym że nic.
-Nie masz czasem za wysokiej samooceny?
-Nie. - Powiedział z bezczelnym uśmiechem i starał się wejść do domu, a ja zaczynałam panikować. Nadepnęłam mu na stopę i w chwili w której zabrał nogę zatrzasnęłam i prze kluczyłam drzwi. Oparłam się o nie plecami zjeżdżając na podłogę i zasłaniając dłońmi usta. -Ej! O co chodzi?! Co się stało?! Nie chciałem zrobić nic złego. Chciałem tylko pogadać. - Mówił z troską i przejęciem w głosie?
Nie. Cina on tylko udaje. On chce tu wejść i cię wykorzystać. - Mówił głos w mojej głowie
-On taki nie jest. - Szepnęłam ledwo słyszalnie przez jego walenie w drzwi. -Nie jest? Prawda? - Byłam przestraszona.
-Cina. Proszę odezwij się. - Wstałam z podłogi robiąc przy tym trochę hałasu i poszłam do kuchni. - Cina! - Krzyczał cały czas po chwili pojawił się w kuchennym oknie zoorientował się że pewnie tu podeszłam i spojrzał na mnie. Wzięłam szklankę i nalałam wody z kranu. Napiłam się. Wciąż trzymając szklankę w prawej dłoni oparłam się rękoma o blat. - Co się stało?! Co zrobiłem nie tak?!
-Wszystko. - Szepnęłam.
Sęk w tym że nic nie zrobiłeś. Ja zrobiłam wiele. Moje życie jest popieprzone. - Miałam ochotę krzyknąć mu to w twarz, a szeptałam sobie to w myślach.
-Co?!
-To wszystko nie tak miało wyglądać. - Powiedziałam do siebie i obracając się cisnęłam szklanką w ścianę. Przeczesałam lewą ręką włosy i następnie złapałam obiema dłońmi blat stojąc tyłem do okna.
-Co się dzieje?! Porozmawiaj ze mną! Cina!
Mam go dość!
Chociaż z drugiej strony to miłe że się o mnie troszczy.
Nie! On udaje! Udaje żeby za wszelką cenę tu wejść.
-Boże jestem chora psychicznie. - Powiedziałam do siebie i osunęłam się na podłogę. - Odejdź wreszcie! - Krzyknęłam do niego.
-Nie! Dopóki mnie nie wpuścisz!
-Zapomnij!
-To będę tu stał i się darł!
-Jak wolisz! Zakładam słuchawki i włączam muzykę! Nara! - Jak powiedziałam tak zrobiłam.
Po jakiś dwunastu a może piętnastu piosenkach wstałam w końcu z podłogi i zauważyłam że ten debil wciąż stoi pod oknem i się drze. Pokazałam mu środkowy palec i poszłam na górę. Już się uspokoiłam. Już jest lepiej. Powtarzałam sobie te dwa zdania w głowie. Wchodząc do pokoju wyłączyłam muzykę i rzuciłam telefon na łóżko, uchyliłam okno i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i owinięta ręcznikiem weszłam do pokoju z komody wyciągnęłam bluzkę i szorty i weszłam z powrotem do łazienki. Przebrałam się uczesałam, zrobiłam makijaż. Z garderoby zabrałam moje koturny. I zeszłam na dół. Zanim otworzyłam drzwi wzięłam głęboki wdech i wydech. Portfel mam w kieszeni, bo sprawdziłam. Otworzyłam drzwi, wyszłam zakluczyłam dom i udałam się na przystanek. Harry na szczęści lub nieszczęście mnie nie zauważył. Bus przyjechał a ja wsiadłam do niego i pojechałam do miasta. Wysiadłam w centrum i weszłam do pierwszego lepszego klubu na jaki się natknęłam.
Boże co ja tu robię? - Pomyślałam po dwudziestu minutach i trzecim drinku. Przy barze spędziłam jeszcze kolejne dwadzieścia, może nawet trzydzieści minut i wypiłam kolejne trzy drinki. W końcu poszłam na parkiet i świetnie się bawiłam. Coś koło trzeciej może czwartej wyszłam z klubu i poszłam na przystanek usiadłam na ławce. Po chwili zatrzymał się jakiś samochód. Ktoś z niego wysiadł. Nie widziałam kto to jest. Miałam zamazany obraz i byłam pół przytomna. Wsadził mnie do swojego auta i zapiął pasy, sam wsiadł na miejsce kierowcy i ruszył a ja po chwili zasnęłam. Obudziłam się bo coś mną potrząsało. Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz Harry'ego. Krzyknęłam i niezgrabnie zeskoczyłam z niego lądując na podłodze. Spojrzał na mnie zmieszany? Zrobił krok w moją stronę a ja się odsunęłam.
-Co jest? - Spytał spokojnie.
Nie wiem czy mogę mu ufać. Mogę?
-Odejdź.
-Co?
-Odejdź.
-To ja cię nie przytomną zabrałem z miasta a ...
-Nie musiałeś. Nie prosiłam o to. - Przerwałam mu.
-Ale to zrobiłem ...
-Z dobroci serca? Wątpię. Odejdź.
-Nie odejdę. - Powiedział robiąc kolejny krok w moją stronę. A  ja się po raz kolejny odsunęłam.
-Wynoś się! - Krzyknęłam ze łzami w oczach lecz jeszcze nie zaczęłam płakać.
-Dobrze wyjdę. - Powiedział spokojnie.
-Fajnie! - Zbiegł po schodach i wyszedł z domu. Powoli i ostrożnie zeszłam ze schodów. Zakluczyłam drzwi i poszłam do pokoju. Nie fatygując się przebieraniem weszłam w ciuchach pod kołdrę.

Obudziłam się o jedenastej gdy na podjazd wjechał samochód dziadka. Zeszłam na dół. Wstawiłam wodę i zrobiłam sobie śniadanie. Chwilę później cała trójka weszła do środka.
-Delfina kochanie już jesteśmy. - Powiedziała babcia podchodząc do mnie i przytulając.
-Widzę.
-Poradziłaś sobie?
-Jak widać. Mam się świetnie.
-Dobrze. Co chcecie na śniadanko?
-Ja już sobie zrobiłam. - wskazałam na talerz i w tym momencie zaczął gwizdać czajnik. Zalałam cztery kubki z herbatą, a babcia w tym czasie zrobiła kanapki dla całej trójki. Zjadłam śniadanie i pobiegłam na górę. Wzięłam prysznic i przebrałam się (szortybluzka) zbiegłam na dół zakładając moje trampki i już miałam krzyknąć babci że wychodzę ale za rękę złapała mnie Tasza.
-O fajnie że jesteś gotowa. Wychodzimy.
-Co? nie. Ja chciałam sama wyjść.
-Idziesz ze mną.
-Ale ...
-Żadne ale Cina. - Powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Chciałam pobiegać. - Powiedziałam cicho.
-Babciu wychodzimy! - Krzyknęła i otworzyła drzwi wypychając mnie na zewnątrz. Szłyśmy w ciszy dobre pięć minut. Gdy wolno podjechał do nas samochód od razu rozpoznałam to auto. Samochód się zatrzymał a Tasz pociągnęła mnie w jego stronę. Otworzyła tylne drzwi siedziało tam pięć osób, trzech chłopaków normalnie, dwoje z nich na swoich kolanach miało dwie dziewczyny, a Tasza weszła na ostatnie wolne miejsce. Byłam w szoku. - Siadaj. - Powiedziała wesoło.
-Gdzie? - Spytałam zauważając że nie zmieszczę się już z tyłu a na miejscu pasażera obok kierowcy siedzi już chłopak z dziewczyną na kolanach. Wtedy otworzyły się drzwi kierowcy.
-Tutaj.
O nie. Mam usiąść na kolana Harry'emu kiedy on będzie prowadził?
Niechętnie podeszłam do niego.
-Usiądź bokiem. Jak zamknę drzwi będziesz mogła się o nie oprzeć plecami. Nogi tak żeby mi nie przeszkadzały przy zmianie biegów.* - Powiedział i uśmiechnął się. Usiadłam tak jak mi polecił i zamknął drzwi. Było nawet wygodnie. Po niecałej godzinie dojechaliśmy na plaże.
-Więc zaczynamy imprezę! - Krzyknęła uradowana Tasza. - Ale najpierw! Trzeba cię przedstawić. - Powiedziała z uśmiechem.
-Jestem Cina. - Powiedziałam zanim ona cokolwiek mogłaby powiedzieć.
-Tak. To jest Cina moja kuzynka z Angli z Londynu. A to są moi przyjaciele. Jade, Lizzy, Hannah, Lukas, Nathan, Michael, Ricky i Harry.
-Miło mi was poznać. -Powiedziałam.
-Mi również. - Odpowiedzieli wszyscy i ruszyli w stronę klubu znajdującego się na plaży
-Przez całe wakacje jest wstęp wolny na imprezy na plaży. Chodź. - Powiedziała Tasza.
O Boże. To będzie tragedia.
-Najpierw proponuję drinka dla każdego. - Powiedział Nathan.
-Posiedzimy sobie. Pogadamy. Poznamy się. - O ile się nie mylę to powiedział to Michael.
-Zgadzam się z tobą Mike. - Powiedział Ricky i klepnął lekko w plecy Michaela. Była godzina trzynasta piętnaście. Nathan wrócił z tacą z drinkami.
Skoro zapłacił to wypiję. Czemu miałoby się zmarnować. Tak wiem. Jest tu wiele osób które z chęcią wypiłyby mojego drinka. Ale nie chcę pokazać że jestem zamknięta w sobie. Rodzice mają rację. Czas ruszyć wreszcie do przodu a nie ciągle stać w miejscu i zamartwiać się przeszłością, chociaż wiem że nie zapomnę o tym co się wydarzyło. To zawsze będzie siedzieć w mojej głowie. Ale gdy ruszę do przodu i zacznę tworzyć nowe lepsze wspomnienia tamto wspomnienie zblaknie.
O piętnastej Harry postawił wszystkim obiad. Po jednej pizzy dla każdego można było wybrać jakąkolwiek się chce. Za nim zaczęła się impreza każdy miał wypite cztery drinki.
-Można prosić do tańca? - Spytał mnie Ricky.
-Oczywiście. - Uśmiechnęłam się i wstałam.


*Nie wiedziałam jak to opisać ale, chodzi o to że Cina siedzi na kolanach Harry'ego tak jak Gisele Harabo na kolanach Hana Lue pod koniec filmu Szybcy i Wściekli 5

-----------------------------------------------------------------
--------------------------------------------
CZYTASZ :)  KOMENTUJESZ

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział Drugi

Wybiła trzynasta kiedy skończyłam rozpakowywać moje bagaże, gdyby nie pomoc Taszy zajęłoby mi to znacznie dłużej.
-Dziewczynki obiad! - Zawołała babcia z dołu. Zeszłyśmy do kuchni. Babcia podała nam spaghetti.
-Babciu ja wychodzę wrócę późno nie czekaj na mnie.
-Dobrze. Weź ze sobą Delfinę.
-Nie, ja zostanę. Jestem zmęczona podróżą.
-Jak wolisz. - Powiedziała i znikła. Ja udałam się do pokoju.
I co ja mam robić? Mogłam jednak wyjść z Taszą.
-Dobra. - Powiedziałam do siebie. Wyjęłam z komody bokserkę i szorty, położyłam je na łóżku i zaczęłam się rozbierać. Nagle usłyszałam gwizdanie. Spojrzałam w stronę okna i zobaczyłam w domku obok chłopaka który mi się przyglądał od razu cofnęłam się o kilka kroków.
-Ej! Nie chowaj się przede mną! - Stałam ciągle w osłupieniu. - Co tu robisz? Znamy się? - Sięgnęłam szybko bluzkę z łóżka i znów cofając się żeby być po za zasięgiem wzroku chłopaka ubrałam ją. Potem znów podchodząc do łóżka ubrałam spodenki.
-Wątpię żebyśmy się znali. - Powiedziałam patrząc na niego. - I mieszkam nie widać?
-Wcześniej cię tu nie widziałem.
-Może dlatego że przyjechałam tu jakieś cztery godziny temu?
-Fajnie widzieć tu kogoś nowego.
Nie wiem czy tak fajnie.
-Nie masz nic ciekawszego do roboty? - Spytałam siadając na parapecie z zeszytem i ołówkiem.
-Może i mam. Ale kogo to obchodzi?
-Nie wiem może twoich przyjaciół?
-A może nie mam przyjaciół?
-To masz pecha kolo.
Niech on się odczepi.
-Skąd jesteś?
Boże. Co go to interesuję?
-Co cię to?
-Ciekawość. - Uśmiechnął się. - Odpowiesz?
-Z Londynu.
-Brytyjka. - Powiedział a ja przewróciłam oczami.
-Jesteś spostrzegawczy.
-Też pochodzę z Wielkiej Brytanii.
-Fajnie.
-Jestem Harry Styles.
-Super.
-A ty?
-Cina.
-Ładnie.
-Wiem. - Chciał coś jeszcze dodać ale zadzwonił jego telefon. Gdy skończył rozmawiać wrócił do okna i powiedział.
-Do zobaczenia. - I zamknął okno. W końcu mogłam się skupić. W trzy godziny udało mi się napisać piosenkę. Byłam z siebie dumna.
Będę musiała udać się w najbliższym czasie do miasta i poszukać studia, bo mam kilka piosenek.
Zeszłam na dół i dosiadłam się do dziadka w salonie.
-Co oglądasz?
-Duże dzieci. Właśnie się zaczął.
-Ooo super. - Obejrzałam z dziadkiem ten film a później we trójkę oglądaliśmy X-Factor. O dwudziestej pierwszej dziadkowie poszli spać, a ja zostałam w salonie chcąc obejrzeć do końca program. Gdy się skończył udałam się na górę wzięłam koszulę nocną i poszłam do łazienki. Wzięłam gorącą trzydziesto minutową kąpiel w wannie.
Tego mi było trzeba.
Ubrałam swoją koszulę. I weszłam z powrotem do pokoju. Podeszłam by zasłonić zasłonę.
-Wiesz jak podniecić chłopaka kotku. - Naprzeciwko mnie w oknie stał ten sam chłopak co wcześniej. Zamknęłam okno i zasłoniłam zasłonę. I w końcu położyłam spać.

-Delfina! Delfina wstawaj! - Moja babcia wołała z dołu.
-Już nie śpię!
-Śniadanie na stole!
-Chwila! - Zawołałam i odsłoniłam i otworzyłam okno. Jak się ucieszyłam gdy z rana nie widziałam tego chłopaka. Udałam się do łazienki z zamiarem wzięcia porannej toalety która liczyła jakieś piętnaście minut. Zrobiłam siku, umyłam ręce, przemyłam twarz, zrobiłam makijaż i ubrałam się (szorty, bluzka, trampki) i zbiegłam na dół.
-Dzień dobry wszystkim.
-Dzień dobry. - Odpowiedzieli chórem.
-Masz już zimną herbatę.
-Nic się nie stało babciu.
-Dobrze. Słuchaj z dziadkiem jedziemy odwieźć Marie i Johna na lotnisko. Tatiana jedzie z nami bo mamy kilka spraw do załatwienia na drugim końcu kraju. Więc wrócimy za dwa dni. Poradzisz sobie?
-Jasne babciu. Nie żebym wcześniej sama nie zostawała.
-No tak. Twoi rodzice prowadzą firmę i często wyjeżdżają.
-O której wyjeżdżacie?
-W zasadzie za piętnaście minut.
-Tu masz pieniądze. - Powiedziała babcia wkładając mi do rąk 100 dolarów.
Wow. To tu jest tak drogo?
-Szkoda że tak mało czasu spędziliśmy. - Powiedziała ciocia. Ja się tylko słabo uśmiechnęłam.
-Dobrze czas w drogę. - Powiedział dziadek.
-Pa ciociu. - Przytuliłam ją.
-Pa skarbie.
-Pa John?
-Cześć. - Powiedział.
Dziwny człowiek.
-Szczęśliwej podróży.
-Tasza idziesz?! - Zawołał dziadek.
-Już chwila! - powiedziała wybiegając z domu. Stanęła przede mną i wyszeptała do ucha. - Wpadłaś Harry'emu w oku. Uważaj. - Puściła mi oczko i wsiadła do samochodu.
-A dziecko i uważaj. Tutaj w okolicy kręci się kilka dziwnych typów. - Powiedziała babcia. A Tasza bezgłośnie powiedziała "Ma na myśli Harry'ego". - W przedpokoju wiszą twoje klucze. - Powiedziała a dziadek ruszył i odjechali. Weszłam do domu upięłam moje włosy w kitkę i założyłam snapbacka, wzięłam plecak włożyłam do niego portfel, laptopa i moje zeszyty i ołówek. Wzięłam deskorolkę i zbiegłam na dół zamknęłam drzwi na klucz. Założyła słuchawki i włączyłam muzykę z telefonu. Podjechałam do przystanku i sprawdziłam za ile mam busa do miasta. Cztery minuty. Gdy bus podjechał kupiłam bilet od kierowcy i zajęłam miejsce z tyłu. Po dwóch godzinach wysiadłam blisko parku w Nowym Jorku. Na desce jechałam po chodniku slalomem wymijając ludzi. Dojechałam do skateparku i wraz z innymi nastolatkami zaczęłam jeździć. Nikt nie zwracał na mnie szczególnej uwagi. O piętnastej wyjechałam z parku prosto do McDonalda. Zamówiłam frytki, nuggetsy i colę. Po zjedzeniu obiadu wjechałam do parku i usiadłam pod drzewem. Trochę po szkicowałam i udało mi się napisać kolejną piosenkę. Spojrzałam na godzinę w telefonie. Dochodzi dwudziesta czas się zwijać. Jechałam w stronę przystanku i zauważyłam że mój bus właśnie odjechał.
-Kurwa no nie! - Krzyknęłam gdy zobaczyłam że następny mam za godzinę.
-Może cię podwieźć złotko.
Boże czy to ten sam chłopak?
Powoli się odwróciłam by ujrzeć bruneta w czarnym maserati
-Dzięki poradzę sobie.
-Jeśli chcesz czekać godzinę na następny bus i zmoknąć to spoko. - Powiedział. Spojrzałam w niebo rzeczywiście zbiera się na deszcz.
-Zgoda. - Powiedziałam i wsiadłam do jego auta. Ten chłopak nie wie co to przepisy drogowe i bezpieczeństwo. Po godzinie parkował na swoim podjeździe. - Dzięki. - Powiedziałam i wdusiłam klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. - Mógłbyś je odblokować?
-A co będę z tego miał?
Wiedziałam że to zły pomysł wsiadać do jego auta.
-Pieprz się!
-Z tobą?
-Otwórz drzwi i nie pierdol dobra?!
-Co taka nerwowa? Chciałem pogadać.
-Jasne.
-Tasza to twoja kuzynka mam rację?
-Tak.
-Od czyjej strony?
-Od ojca. Jej ojciec był bratem mojego.
-Był?
-Nie wiesz co się stało? Czy udajesz debila?
-Jesteś tak samo ponętna i gorąca jak twoja kuzynka. Wasi ojcowie wiedzieli co dobre.
-Boże pomóż mi z tym debilem.
-Spokojnie kochanie...
-Nie mów do mnie kochanie! A teraz albo otworzysz te drzwi, albo zrobię wszystko by stąd wyjść. A chyba nie chcesz żebym wybiła ci szybę.
-Spokojnie złotko. Nie denerwuj się. Złość piękności szkodzi. - Powiedział i odblokował drzwi. W momencie w którym weszłam na swój ganek zaczął padać deszcz.
-Pieprzony idiota. - Mruknęłam pod nosem zamykając za sobą drzwi. Zdjęłam buty, rzucając je w kąt. Wzięłam z kuchni jabłko i weszłam na górę. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to chłopak siedzący na swoim parapecie w domku obok. Rzuciłam plecak pod okno, siadając na parapecie.
-Tasza mówiła że jesteś miłą i fajną osobą.
-Cóż to było jakieś trzy lata temu, kiedy widziałam ją ostatnim razem. - Wyjęłam swój zeszyt i ołówek.
-Aha. Przyjechałaś tu nadrobić stracony czas z kuzynką?
-Nie jestem tu ponieważ wkurwiłam rodziców.
-Chodź ze mną na imprezę.
-Co?! Chyba śnisz!
-Podwiozłem cię. - Prychnęłam.
-Nie musiałeś.
-Ale to zrobiłem.
-Więc to twój problem.
-Chcesz żebym był niemiły?
-Oh uwierz mi nie byłbyś pierwszy. Przed tobą były setki. - Jego mina lekko złagodniała.
Dobra on jest naprawdę dziwny.
-Czemu nie chcesz iść ze mną na imprezę?
-Nie znamy się.
-Ale wsiadłaś ze mną do auta.
-No i?
-No chodź.
-Nie dzięki. Mam coś lepszego do roboty. - Powiedziałam machając zeszytem i ołówkiem.
-Co tak właściwie tam masz?
-Coś co z pewnością ciebie nie zainteresuje.
-Jesteś pewna?
-Spierdalaj. - Powiedziałam zamykając okno. Teraz go widziałam, ale przynajmniej nie słyszałam. Po piętnastu minutach prawie dostałam zawału przez tego kretyna który stał w tej chwili na drzewie i pukał w moje okno. Z ruchu jego warg udało mi się odczytać "Gotowa?". Otworzyłam okno by się upewnić. - Czego?! - Warknęłam.
-Gotowa?
-Na co?
-Na imprezę.
-Mówiłam ci że nigdzie z tobą nie idę.
-No weź. Nie pożałujesz.
-Weź się ode mnie odpierdol okej! - Krzyknęłam i zatrzasnęłam okno sprawiając że chłopak prawie spadł z gałęzi. Zasłoniłam zasłonę i włączyłam głośną rockową muzykę. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać.
Czemu wspomnienia dopadły mnie właśnie teraz?

-No chodź będzie super, nie pożałujesz.
-No dobrze. - Powiedziałam i pocałowałam Grega. Cała impreza była naprawdę super. Alkohol, papierosy, głośna muzyka, zabawa. Czego innego potrzebuje zbuntowana trzynastolatka, którą rodzice mają głęboko w dupie, i się w ogóle nią nie interesują? Helloł ja potrzebuje by mi okazać choć trochę zainteresowania. Impreza była naprawdę super. Do czasu. Greg zaciągnął mnie do pokoju. Zaczął całować moją szyję. Co mi się podobało. Ale gdy zaczął wkładać ręce pod moją spódniczkę już nie było tak super.
-Greg. Greg przestań. Nie chcę.
-Siedź cicho. - Wymruczał mi do ucha. Rzucił mnie na łóżko i jednym ruchem zdjął moją bluzkę.
-Greg! - Zaczęłam go odpychać.
-Zamknij się dziwko! - Złapał moje ręce i przywiązał do łóżka chustkami które były przewiązane na szczebelkach łóżka. Należących zapewne do właścicielki. 
-Greg! Puść mnie!
-Krzycz o tak. To mnie podnieca. - Rozerwał mój stanik a ja krzyknęłam.
-Nikt cię nie usłyszy brzydulo!
-Co?!
-Myślałaś że jestem z tobą z miłości! Ha! Spójrz na siebie! Gruba, tłusta świnia! Brzydka! Chcę tylko jednego! Wiesz czego? Twojej cipki. - Wyszeptał mi do ucha.
-Wypuść mnie! Ratunku! Aaał! - Krzyknęłam gdy jego dłoń zetknęła się z wielką siłą z moim policzkiem.
-Zamknij się szmato! - Zdjął ze mnie spódniczkę a ja zaczęłam go kopać. - Ty suko! - Krzyknął a po chwili pasek od jego spodni wywołał wielki świst by zderzyć się z moimi nogami. - Będziesz grzeczna czy mam powtórzyć? - Zaczęłam płakać. - Odpowiedz mi! - Jeszcze raz zdzielił mnie paskiem tym razem w brzuch.
-Będę grzeczna. - Wyjąkałam przez łzy.
-Głośniej! - I kolejny raz oberwałam w brzuch.
-Będę grzeczna! - Krzyknęłam a on zdjął mi majtki. A w następnej chwili sam się rozebrał. Pieprzył mnie z całej siły, aż straciłam przytomność. Obudziłam się gdy coś znalazło się w mojej buzi. Okazało się że to jego penis. Moje ręce nie były już przywiązane do poręczy, a ja znajdowałam się na środku łóżka. Greg zaczął unosić się w górę i w dół. Pamiętam że trudno mi było oddychać. A gdy już doszedł jego sperma zaczęła spływać mi do gardła ale nie byłam w stanie połknąć i zaczęłam się krztusić i wymiotować. Znowu zemdlałam.
Obudziłam się trzy dni później w szpitalu. Wezwano policje. Musiałam wszystko powiedzieć. Chłopak miał skończone dziewiętnaście lat. Został skazany na 25 lat pozbawienia wolności za gwałt nieletniej i usiłowanie zabójstwa.
Od tamtego czasu zaczęłam się głodzić jego słowa huczały mi w głowie. Przestałam jeść, zaczęłam się odchudzać i trenować. Popadłam w bulimię i anoreksję. Po półtorej roku rodzice to odkryli. Wysłali mnie na terapie. Pół roku spędziłam zamknięta w zakładzie. Trzy razy próbowałam się zabić. Pierwszy raz po miesiącu włamałam się do gabinetu pielęgniarek i nałykałam dużej ilości różnych tabletek i syropów. Ocknęłam się po tygodniu. Drugi kiedy minął trzeci miesiąc pobytu w zakładzie stało się to w łazience, podcięłam sobie żyły, ale znalazła mnie pielęgniarka i zabrała żyletkę, opatrzyła moje ręce i podłączyła kroplówki. Wypytywali mnie czemu to robię. Odpowiadałam "Bo nie chcę tu żyć. Zamknięta w psychiatryku. Życie mnie nienawidzi. Nic dobrego mnie nie czeka." Trzeci raz chciałam się zabić gdy minęło ponad pięć miesięcy. Powiesiłam się na prześcieradle pod lampą. Ale znów zostałam uratowana. Pielęgniarki mówiły że to cud. Trzy razy próbowałam się zabić i za każdym razem zostałam odratowana. Mówiły że to znak że w moim żuciu wydarzy się coś dobrego. Wystarczy tylko na to zaczekać. Przez kolejne pół roku musiałam codziennie jeździć na spotkanie z terapeutą. Udowodnić mu że się nie głodzę i nie próbuję zabić. Ostatnie pół roku minęło spokojnie jak na razie. Żadnych nawrotów choroby. Siedziałam w domu nigdzie nie wychodząc.

Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się o dziewiątej cała zapłakana. Wyłączyłam muzykę która wciąż grała i poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się w to samo w co byłam ubrana wczoraj i zeszłam na dół zjadłam dwie kanapki z salami i poszłam z powrotem do pokoju. Odsłoniłam zasłonę i otworzyłam okno. Usiadłam na parapecie i pogrążyłam w myślach. Nie wiem ile tak siedziałam ale ocknęłam się gdy Harry krzyknął.
-Urządziłaś sobie własną imprezę wczoraj i mnie nie zaprosiłaś?!!
-Odpierdol się!
-Co ty taka niemiła?
-Życie nauczyło mnie jak być zimną suką! Masz z tym problem?! To spierdalaj! - Zamknęłam okno by go nie słyszeć.

-Delfino kochanie nie możesz tak siedzieć sama w pokoju.
-Właśnie że mogę.
-Kochanie musisz wyjść do ludzi.
-Nic nie muszę
-Terapeuta powiedział że masz utrzymywać kontakt z przyjaciółmi.
-Nie mam przyjaciół. Ciekawe dlaczego? O już wiem. Przez pół roku byłam trzymana zamknięta w jakimś wariatkowie czy chuj wie co to było. A kolejne pół miałam lekcje indywidualne i codzienne spotkania z pieprzonym terapeutą. A teraz oczekujesz że mam wyjść do ludzi. Pytam się kogo? Nikt mnie od ponad roku nie widział.
-To wyjdź. Pokaż się im.
-Ta. Wyśmieją mnie. Nie dziękuję.

Kolejne wspomnienie zalało moją głowę. Założyłam słuchawki i włączyłam muzykę z mojego mp3. Zbiegłam na dół założyłam moje trampki i wybiegłam z domu. Wsiadłam do busa i odjechałam do miasta. Pobiegałam trochę w parku. Później weszłam do pizzerii, po zjedzeniu pizzy spacerowałam ulicami Nowego Jorku. Zauważyłam przed jakąś klatką czarnego bmx'a rozejrzałam się dyskretnie dookoła ale nikogo nie było. Wsiadłam na niego i odjechałam po ponad dwóch godzinach dojechałam do domu.
-Nie ładnie kraść.
-Weź się odpierdol ode mnie. Idź się uczep kogoś innego. Czym ci zawiniłam? A rower jest mój. - Powiedziałam i weszłam na ganek otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zanim zdążyłam je zamknąć chłopak umieścił nogę w progu tak bym nie mogła ich zamknąć. - Odejdź.
-Nie zamierzam.
-Czemu?
-Bo jesteś intrygująca.
-Fajnie. A teraz odejdź.
-Nie.
-Boże człowieku co z tobą jest nie tak?

--------------------------------------
---------------------
Czytasz komentujesz.

sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział Pierwszy

Wchodząc do kuchni na blacie stołu znalazłam kartkę na której pisało
Po zakończeniu szkoły masz wrócić prosto do domu, bo jest kilka spraw które musimy poruszyć
Rodzice
-Ta i co jeszcze? Dobrze wiedzą że na ten dzień i imprezę czekałam od dawna. - Wzięłam długopis i na tej samej kartce napisałam
Sorki ale nie. Mam plany już od paru tygodni na spędzenie tego dnia. Widzimy się jutro.
Zrobiłam sobie śniadanie, po zjedzeniu talerz wrzuciłam do zlewu i wróciłam do swojego pokoju ubrałam czarną sukienkę i koturny, do torebki wrzuciłam telefon, portfel, dokumenty i klucze. I wyszłam z domu pierw zamykając drzwi. Po dwóch godzinach męki w szkole byłam wolna. Właśnie zaczęły się wakacje, czas na imprezę. Wraz z moimi dwiema przyjaciółkami poszłyśmy do klubu.
Impreza była nawet spoko. Nie bawiłam się zbyt dobrze. Po prostu ... coś sprawiło że już nie potrafię. Chciałabym to zmienić i być taka jak kiedyś. Ale to niemożliwe. Całymi dniami siedzę sama w pokoju i nie wychodzę z niego bez większej potrzeby. Kiedyś nie mogłam usiedzieć w miejscu. A teraz? Teraz stałam się całkowitym przeciwieństwem siebie. Uciekam od ludzi. To jest pierwszy raz gdy wyszłam na imprezę od dwóch lat. A tak całymi dniami siedzę w domu na laptopie lub telefonie. Czasami wyjdę do parku ale tylko po to by spędzić czas daleko od rodziców.
Do domu wróciłam o czwartej nad ranem. Nie przebierałam się tylko rzuciłam na łóżko i od razu zasnęłam. Obudziłam się o trzynastej. Wzięłam prysznic, uczesałam się, ubrałam (bluzkaspodenki) następnie zeszłam na dół na obiad.
-No proszę kto to nas w końcu zaszczycił swoją obecnością. - Przewróciłam oczami i usiadłam do stołu. mama podała mi talerz z obiadem.
-Gdzie byłaś wczoraj? - Spytał ojciec.
-Daleko.
-Jak się do mnie zwracasz młoda damo?
-Normalnie ojcze?
-Miałaś być w domu wczoraj.
-Ale mnie nie było. Jakiś problem?
-Tak prosiliśmy cię z ojcem byś była w domu.
-Ale przecież już kilka tygodni temu wam mówiłam że zakończenie świętuje z przyjaciółkami. Nie powinniście się cieszyć że wyszłam z domu?
-Nie mam już do ciebie siły. - Matka się załamała
Oh jak mi przykro.
-Razem z twoją mamą postanowiliśmy że na wakacje wyślemy cię do dziadków na wieś.
-Co?! Nie!
-Bez dyskusji.
-Ale, nie! Tam niema internetu!
-O to chodzi. Wyjdziesz do ludzi.
-Tato nie!
-Koniec tematu. Wszystko postanowione. A teraz idziesz się spakować. O osiemnastej wyjeżdżamy na lotnisko, a o dwudziestej drugiej masz samolot. - Powiedział ojciec
-A i jeszcze jedno.
-Tak? - Spytałam załamana.
-Po wakacjach nie wracasz tu do domu. - Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na nią.
Nie może mi tego zrobić.
-Pójdziesz tam do pobliskiej szkoły. - Dopowiedział ojciec.
-Ale, tam nie ma szkoły.
-W mieście jest szkoła. Będziesz dojeżdżać.
-Nie. Nie chce. Proszę nie róbcie mi tego.
-Bez żadnego gadania. Musisz wyjść do ludzi. Musisz się otworzyć na świat.
-Ale ... nie.
-Idź się spakuj. - Pobiegłam do pokoju i wzięłam telefon. Usiadłam na podłodze i oparłam o łóżko. Jak zawsze odebrała po pierwszym sygnale.
-Tessa!
-Cina? Cina co się stało?
-Oni mnie wysyłają do dziadków, na wieś!
-Co?!
-I na wakacje! I do czasu aż skończę szkołę! Mam tam mieszkać przez dwa lata! Ja nie chcę!
-Cina. Co? Nie. Nie możesz.
-Ja nie mam nic do gadania! Przecież wiesz że jak moi rodzice się na coś uprą to ... Ja nie chcę tam jechać Tess.
-Tak mi przykro Cina.
-Co ja tam będę robić? Nikogo tam nie znam. Prócz mojej kuzynki. Ale ona się nie liczy. Ostatnio widziałam się z nią jakieś trzy lata temu.
-Dasz radę. To nic takiego.
-Nic takiego?!
-Słuchaj nie o to mi chodziło. Będziesz mogła tam zacząć wszystko od nowa. Całe życie zacząć na nowo, bo nikt cię nie zna. Nic lepszego nie można sobie wymarzyć. Będzie dobrze zobaczysz.
-Tam niema zasięgu no może te lepsze telefony mają że można połączyć się z kimś innym daleko i niema internetu. To jakaś dziura. Ja tam nie wytrzymam. - Nastała cisza. - Tessa. Ja nie chcę tam jechać.
-Dasz radę. Przepraszam muszę kończyć mama mnie woła. Trzymaj się. Pa.
-Pa. - Powiedziałam rozłączając połączenie. Nie wiem ile siedziałam na podłodze ale w końcu wstałam wzięłam walizki i spakowałam ciuchy, buty, kosmetyczkę, ładowarkę, a także laptopa i kilka gier żebym się nie nudziła, wzięłam także kilka książek moich ulubionych oraz ebooka. Moje dokumenty, portfel i wszystkie oszczędności jakie miałam. Spakowałam się w trzy duże walizki, dwie duże torby podróżne, plecak i torbę na ramię.
-Delfina! Schodź na dół!
Jestem Cina!
-Idę! - Krzyknęłam i zeszłam na dół zanosząc wszystko po kolei denerwując tym rodziców.
Uwielbiam ich denerwować.
-To wszystko? - Spytał ojciec gdy zniosłam na dół ostatnią walizkę.
-Poczekaj. - Powiedziałam i pobiegłam jeszcze raz na górę do pokoju. Wzięłam swoje okulary przeciw słoneczne o których zapomniałam, mp3 i słuchawki. Zeszłam na dół.
-Teraz już wszystko?
-Tak.
-To pożegnaj się z mamą i jedziemy.
-Pa mamo. - Powiedziałam i przytuliłam ją.
-Trzymaj. - Powiedziała dając mi do ręki pieniądze, uśmiechnęłam się i weszłam do samochodu. Założyłam słuchawki i włączyłam muzykę a ojciec po chwili ruszył. Półtorej godziny później byliśmy na lotnisku. Pomógł mi z bagażami. Zanim przeszłam przez odprawę pożegnałam się z nim a on również dał mi kasę.
Jak miło.
Następnie czekałam w poczekalni aż samolot przyleci. Podróż minęła mi zadziwiająco szybko. Pewnie przez to że całą drogę spałam. Osiem godzin w samolocie. Gdy maszyna wylądowała, odebrałam swoje bagaże i udałam do wyjścia. Przed lotniskiem czekała na mnie ciotka. Zdziwiłam się.
-Cześć ciociu.
-Witaj Delfino.
-Jestem Cina. - powiedziałam podirytowana.
-Nieważne kochanie.
Sama jesteś nieważna.
-Tak w ogóle co tu robisz ciociu?
-Przyjechałam z narzeczonym odwiedzić moich rodziców. A jutro będziemy wyjeżdżać do mojego brata.
-Fajnie. Mnie stamtąd przegonili a ciebie zapraszają.
-Twój tata stęsknił się za swoją młodszą siostrą. I twoi rodzice bardzo chcą poznać Johna.
-Fajnie.
-Chodź babcia się już nie  może doczekać aż cię zobaczy. Minęły ponad dwa lata odkąd ostatni raz cię widziała. Wiesz jak się cieszy?
Nie wątpię. Czemu muszę tu być? Boże ratuj.
-No idziesz? - Spojrzałam na ciotkę która właśnie zamykała bagażnik.
-Tak ciociu. - Wsiadłam do samochodu. Przez całą drogę ciotka wypytywała mnie o wszystko. Dosłownie. Po ponad dwóch godzinach jazdy miałam jej dość. A dopiero co dzień się zaczyna. O dziesiątej ciocia zaparkowała przed domkiem babci.
Zaczyna się.
-Delfina złotko jak ja się cieszę że cię widzę! - Zawołała babcia podchodząc do mnie i ściskając.
-Cześć babciu. Też się cieszę.
Tak naprawdę to cieszyłam się że tu będę. Przynajmniej niema obok moich rodziców którzy potrafią tylko w kółko marudzić. A dziadkowie są lepsi. Dobrze że wysłali mnie do nich a nie do dziadków od strony mamy. Tam bym chyba nie wytrzymała. Ale to nieważne. 
-Trzy lata się nie widzieliśmy. Stęskniłam się.
-Nie wyolbrzymiaj Beatrice. Minęły dwa lata i siedem miesięcy.
-Dziadku! Cześć.
-Cina skarbie, chodź tu do dziadka.
Dziadek zawsze szanował moje decyzję. I on jako jedyny z rodziny woła na mnie Cina. No i moja kuzynka.
-Cina! Jesteś wreszcie!
-Hej Tasza!
-Czemu tak długo nas nie odwiedzałaś?!
-Długa historia. Ale jestem na najbliższe dwa lata.
-Co?!
-Nie słyszałaś? Rodzice chcą żebym chodziła do pobliskiego miasta do szkoły tutaj.
-Super! Tyle czasu mamy razem do spędzenia. Ale się cieszę! - Rzuciła mi się na szyję.
-Ja też. - Powiedziałam starając się brzmieć naprawdę na szczęśliwą. - Dobra Tasza muszę się rozpakować.
-Okej! Pomogę ci wnieść walizki na górę. - Powiedziała z uśmiechem.