-Nie masz czasem za wysokiej samooceny?
-Nie. - Powiedział z bezczelnym uśmiechem i starał się wejść do domu, a ja zaczynałam panikować. Nadepnęłam mu na stopę i w chwili w której zabrał nogę zatrzasnęłam i prze kluczyłam drzwi. Oparłam się o nie plecami zjeżdżając na podłogę i zasłaniając dłońmi usta. -Ej! O co chodzi?! Co się stało?! Nie chciałem zrobić nic złego. Chciałem tylko pogadać. - Mówił z troską i przejęciem w głosie?
Nie. Cina on tylko udaje. On chce tu wejść i cię wykorzystać. - Mówił głos w mojej głowie
-On taki nie jest. - Szepnęłam ledwo słyszalnie przez jego walenie w drzwi. -Nie jest? Prawda? - Byłam przestraszona.
-Cina. Proszę odezwij się. - Wstałam z podłogi robiąc przy tym trochę hałasu i poszłam do kuchni. - Cina! - Krzyczał cały czas po chwili pojawił się w kuchennym oknie zoorientował się że pewnie tu podeszłam i spojrzał na mnie. Wzięłam szklankę i nalałam wody z kranu. Napiłam się. Wciąż trzymając szklankę w prawej dłoni oparłam się rękoma o blat. - Co się stało?! Co zrobiłem nie tak?!
-Wszystko. - Szepnęłam.
Sęk w tym że nic nie zrobiłeś. Ja zrobiłam wiele. Moje życie jest popieprzone. - Miałam ochotę krzyknąć mu to w twarz, a szeptałam sobie to w myślach.
-Co?!
-To wszystko nie tak miało wyglądać. - Powiedziałam do siebie i obracając się cisnęłam szklanką w ścianę. Przeczesałam lewą ręką włosy i następnie złapałam obiema dłońmi blat stojąc tyłem do okna.
-Co się dzieje?! Porozmawiaj ze mną! Cina!
Mam go dość!
Chociaż z drugiej strony to miłe że się o mnie troszczy.
Nie! On udaje! Udaje żeby za wszelką cenę tu wejść.
-Boże jestem chora psychicznie. - Powiedziałam do siebie i osunęłam się na podłogę. - Odejdź wreszcie! - Krzyknęłam do niego.
-Nie! Dopóki mnie nie wpuścisz!
-Zapomnij!
-To będę tu stał i się darł!
-Jak wolisz! Zakładam słuchawki i włączam muzykę! Nara! - Jak powiedziałam tak zrobiłam.
Po jakiś dwunastu a może piętnastu piosenkach wstałam w końcu z podłogi i zauważyłam że ten debil wciąż stoi pod oknem i się drze. Pokazałam mu środkowy palec i poszłam na górę. Już się uspokoiłam. Już jest lepiej. Powtarzałam sobie te dwa zdania w głowie. Wchodząc do pokoju wyłączyłam muzykę i rzuciłam telefon na łóżko, uchyliłam okno i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i owinięta ręcznikiem weszłam do pokoju z komody wyciągnęłam bluzkę i szorty i weszłam z powrotem do łazienki. Przebrałam się uczesałam, zrobiłam makijaż. Z garderoby zabrałam moje koturny. I zeszłam na dół. Zanim otworzyłam drzwi wzięłam głęboki wdech i wydech. Portfel mam w kieszeni, bo sprawdziłam. Otworzyłam drzwi, wyszłam zakluczyłam dom i udałam się na przystanek. Harry na szczęści lub nieszczęście mnie nie zauważył. Bus przyjechał a ja wsiadłam do niego i pojechałam do miasta. Wysiadłam w centrum i weszłam do pierwszego lepszego klubu na jaki się natknęłam.
Boże co ja tu robię? - Pomyślałam po dwudziestu minutach i trzecim drinku. Przy barze spędziłam jeszcze kolejne dwadzieścia, może nawet trzydzieści minut i wypiłam kolejne trzy drinki. W końcu poszłam na parkiet i świetnie się bawiłam. Coś koło trzeciej może czwartej wyszłam z klubu i poszłam na przystanek usiadłam na ławce. Po chwili zatrzymał się jakiś samochód. Ktoś z niego wysiadł. Nie widziałam kto to jest. Miałam zamazany obraz i byłam pół przytomna. Wsadził mnie do swojego auta i zapiął pasy, sam wsiadł na miejsce kierowcy i ruszył a ja po chwili zasnęłam. Obudziłam się bo coś mną potrząsało. Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz Harry'ego. Krzyknęłam i niezgrabnie zeskoczyłam z niego lądując na podłodze. Spojrzał na mnie zmieszany? Zrobił krok w moją stronę a ja się odsunęłam.
-Co jest? - Spytał spokojnie.
Nie wiem czy mogę mu ufać. Mogę?
-Odejdź.
-Co?
-Odejdź.
-To ja cię nie przytomną zabrałem z miasta a ...
-Nie musiałeś. Nie prosiłam o to. - Przerwałam mu.
-Ale to zrobiłem ...
-Z dobroci serca? Wątpię. Odejdź.
-Nie odejdę. - Powiedział robiąc kolejny krok w moją stronę. A ja się po raz kolejny odsunęłam.
-Wynoś się! - Krzyknęłam ze łzami w oczach lecz jeszcze nie zaczęłam płakać.
-Dobrze wyjdę. - Powiedział spokojnie.
-Fajnie! - Zbiegł po schodach i wyszedł z domu. Powoli i ostrożnie zeszłam ze schodów. Zakluczyłam drzwi i poszłam do pokoju. Nie fatygując się przebieraniem weszłam w ciuchach pod kołdrę.
Obudziłam się o jedenastej gdy na podjazd wjechał samochód dziadka. Zeszłam na dół. Wstawiłam wodę i zrobiłam sobie śniadanie. Chwilę później cała trójka weszła do środka.
-Delfina kochanie już jesteśmy. - Powiedziała babcia podchodząc do mnie i przytulając.
-Widzę.
-Poradziłaś sobie?
-Jak widać. Mam się świetnie.
-Dobrze. Co chcecie na śniadanko?
-Ja już sobie zrobiłam. - wskazałam na talerz i w tym momencie zaczął gwizdać czajnik. Zalałam cztery kubki z herbatą, a babcia w tym czasie zrobiła kanapki dla całej trójki. Zjadłam śniadanie i pobiegłam na górę. Wzięłam prysznic i przebrałam się (szorty, bluzka) zbiegłam na dół zakładając moje trampki i już miałam krzyknąć babci że wychodzę ale za rękę złapała mnie Tasza.
-O fajnie że jesteś gotowa. Wychodzimy.
-Co? nie. Ja chciałam sama wyjść.
-Idziesz ze mną.
-Ale ...
-Żadne ale Cina. - Powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Chciałam pobiegać. - Powiedziałam cicho.
-Babciu wychodzimy! - Krzyknęła i otworzyła drzwi wypychając mnie na zewnątrz. Szłyśmy w ciszy dobre pięć minut. Gdy wolno podjechał do nas samochód od razu rozpoznałam to auto. Samochód się zatrzymał a Tasz pociągnęła mnie w jego stronę. Otworzyła tylne drzwi siedziało tam pięć osób, trzech chłopaków normalnie, dwoje z nich na swoich kolanach miało dwie dziewczyny, a Tasza weszła na ostatnie wolne miejsce. Byłam w szoku. - Siadaj. - Powiedziała wesoło.
-Gdzie? - Spytałam zauważając że nie zmieszczę się już z tyłu a na miejscu pasażera obok kierowcy siedzi już chłopak z dziewczyną na kolanach. Wtedy otworzyły się drzwi kierowcy.
-Tutaj.
O nie. Mam usiąść na kolana Harry'emu kiedy on będzie prowadził?
Niechętnie podeszłam do niego.
-Usiądź bokiem. Jak zamknę drzwi będziesz mogła się o nie oprzeć plecami. Nogi tak żeby mi nie przeszkadzały przy zmianie biegów.* - Powiedział i uśmiechnął się. Usiadłam tak jak mi polecił i zamknął drzwi. Było nawet wygodnie. Po niecałej godzinie dojechaliśmy na plaże.
-Więc zaczynamy imprezę! - Krzyknęła uradowana Tasza. - Ale najpierw! Trzeba cię przedstawić. - Powiedziała z uśmiechem.
-Jestem Cina. - Powiedziałam zanim ona cokolwiek mogłaby powiedzieć.
-Tak. To jest Cina moja kuzynka z Angli z Londynu. A to są moi przyjaciele. Jade, Lizzy, Hannah, Lukas, Nathan, Michael, Ricky i Harry.
-Miło mi was poznać. -Powiedziałam.
-Mi również. - Odpowiedzieli wszyscy i ruszyli w stronę klubu znajdującego się na plaży
-Przez całe wakacje jest wstęp wolny na imprezy na plaży. Chodź. - Powiedziała Tasza.
O Boże. To będzie tragedia.
-Najpierw proponuję drinka dla każdego. - Powiedział Nathan.
-Posiedzimy sobie. Pogadamy. Poznamy się. - O ile się nie mylę to powiedział to Michael.
-Zgadzam się z tobą Mike. - Powiedział Ricky i klepnął lekko w plecy Michaela. Była godzina trzynasta piętnaście. Nathan wrócił z tacą z drinkami.
Skoro zapłacił to wypiję. Czemu miałoby się zmarnować. Tak wiem. Jest tu wiele osób które z chęcią wypiłyby mojego drinka. Ale nie chcę pokazać że jestem zamknięta w sobie. Rodzice mają rację. Czas ruszyć wreszcie do przodu a nie ciągle stać w miejscu i zamartwiać się przeszłością, chociaż wiem że nie zapomnę o tym co się wydarzyło. To zawsze będzie siedzieć w mojej głowie. Ale gdy ruszę do przodu i zacznę tworzyć nowe lepsze wspomnienia tamto wspomnienie zblaknie.
O piętnastej Harry postawił wszystkim obiad. Po jednej pizzy dla każdego można było wybrać jakąkolwiek się chce. Za nim zaczęła się impreza każdy miał wypite cztery drinki.
-Można prosić do tańca? - Spytał mnie Ricky.
-Oczywiście. - Uśmiechnęłam się i wstałam.
*Nie wiedziałam jak to opisać ale, chodzi o to że Cina siedzi na kolanach Harry'ego tak jak Gisele Harabo na kolanach Hana Lue pod koniec filmu Szybcy i Wściekli 5
-----------------------------------------------------------------
--------------------------------------------
CZYTASZ :) KOMENTUJESZ