sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział Dwunasty

-Podaj prawdziwy powód, dlaczego nie pojechałeś z nimi? - Spojrzał na mnie, ja dalej patrzyłam przed siebie.
-Chciałem spędzić trochę czasu z tobą.
-Ponieważ?
-Jesteśmy podobni.
-W najmniejszym calu.
-Mówię serio. Ty i ja, oboje wiele w życiu przeszliśmy. Mamy paskudną przeszłość. Nie potrafimy z tym żyć, pogodzić się z tym. To nas przerasta. - Milczałam. - Gdyby było inaczej pojechałabyś na tę imprezę. - Dodał po chwili a ja się zatrzymałam. - Wiesz że mam rację. Czemu to ukrywasz przed sobą?
-A czemu ty chcesz spędzać ze mną więcej czasu? Bo ty i ja jesteśmy podobni? To ma być powód?
-Bo jesteś inna niż wszystkie dziewczyny jakie znam. Bo jesteś intrygująca. Jesteś taka niewinna i krucha. - Mówił powoli. Chciał jeszcze coś dodać ale zadzwonił mu telefon. On odebrał i zaczął rozmawiać, a ja odeszłam. Wychodząc z parku zauważyłam że na przystanek właśnie podjeżdża bus. Szybko pobiegłam, wsiadłam a kierowca od razu zamknął drzwi, zapłaciłam za bilet i ruszył. Usiadłam na miejscu przy oknie. Mijając park widziałam rozglądającego się w około Harry'ego.
Szuka mnie. Czemu odeszłam, czemu go zostawiłam? Nie mam pojęcia. Coś mi mówiło że lepiej odejść gdzieś. Postąpiłam chamsko wiem.

Gdzie ona zniknęła? Nie mogła przecież daleko odejść
. Wybiegłem z parku.
Niema jej. Westchnąłem poirytowany.
Może jednak powinienem załatwić tę sprawę z medalionem dzisiaj. Ale sam? Nie. Potrzebuję Mike'a. Sam nie pójdę. I Mike dobrze o tym wie że samemu tej sprawy nie powinienem załatwiać. Stąd jego telefon sprzed chwili. Ale gdzie ona zniknęła? Dokąd poszła? I czemu? Boi się mnie? Nie to niemożliwe. Chociaż może ... Nie.
Kopnąłem w śmietnik a ten się przewrócił i wysypał swoją zawartość. Odszedłem w stronę centrum.

Chodziłam po mieście bez celu. Weszłam do Galerii Handlowej. Znalazłam knajpkę z małym ruchem. Usiadłam w najdalszym kącie i zamówiłam deser czekoladowy. Pięć minut później dostałam swoje zamówienie. Po chwili na przeciwko mnie usiadł ... Harry.
-Czemu to zrobiłaś?
-Wiem postąpiłam chamsko. Ale daj spokój proszę.
-Czemu to zrobiłaś?
-Ja ... Nie wiem okej. - Westchnęłam ciężko.
Naprawdę nie wiem czemu to zrobiłam Harry. Jestem głupia i tyle. Chciałam mu to powiedzieć, ale nie mam odwagi.
-Czemu to zrobiłaś?
-Możesz skończyć zadawać to pytanie?
-Czemu to zrobiłaś?
-Płyta ci się zacięła?
-Czemu to zrobiłaś?
-Bo jesteś irytujący i wkurwiający. - Powiedziałam rozzłoszczona.
-Czemu to zrobiłaś? - No i nie wytrzymałam. Mój deser wylądował na jego twarzy i włosach, a ja wstałam i wybiegłam z knajpki a następnie w sama nie wiem gdzie. Dziesięć minut później szaleńczego biegu znalazłam się na dachu. Oparłam się o drzwi i usiadłam na podłodze.
-Jak ten człowiek mnie wkurza. - Powiedziałam cicho do siebie.
Po parunastu minutach wstałam i zaczęłam iść parkingiem do innego wyjścia. Wróciłam do domu i nie miałam ochoty nigdzie wychodzić przez kilka dni.

-Wstawaj!
-Nigdzie nie idę. - Wymamrotałam sennie.
-Wychodzisz już! Mamy trening!
-No i co?
-To że masz ruszyć na niego swój leniwy tyłek! Za półgodziny widzę cię na dole! - Wrzasnęła i wyszła z mojego pokoju trzaskając drzwiami.
-Powaliło ją czy co? - Wstałam z łóżka i nie wiele myśląc ubrałam się w to samo w czym byłam wczoraj. I zeszłam na dół.
Charlie znów nas pochwalił na treningu i przypomniał że po jutrze się widzimy na spotkaniu jego specjalnej grupy, gdzie wszyscy razem wymyślimy nazwę naszej drużyny i tak dalej. Nie słuchałam go zbytnio.

-----------------------------------------------
Jest kolejny rozdział!
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział Jedenasty

Do parku doszłyśmy dość szybko. Wszyscy nas powitali. Chłopacy nawet na chwilę grę przerwali. Niall podbiegł do mnie podniósł do góry, pocałował, co odwzajemniłam, a później przytulił.
-Nie rób tak więcej. - Szepnął mi do ucha.
-Czego?
-Nie zostawiaj mnie samego. - Zaśmiałam się lekko. - Gdy rano cię nie zobaczyłem pomyślałem że zrezygnowałaś, odpuściłaś. - Szepnął, a ja zbliżyłam swoją twarz do jego i pocałowałam.
-Nie odpuściłam. - Szepnęłam. - A teraz mnie postaw i wracaj grać, bo chłopacy już obrzucają nas piorunami. - Pocałował mnie i postawił na ziemi i pobiegł. Ja się zaśmiałam i podeszłam do dziewczyn. - Wariat. - Powiedziałam.
-Ale twój wariat. - Powiedziała Tasza.
-Tak. - Szepnęłam z lekkim uśmiechem.
Ale czy go kocham? Czy jestem w stanie go pokochać? Wciąż się boję. Boję się że on mnie skrzywdzi.
-O co poszło wam wczoraj?
-O nic. Nieważne.
-No ale powiedz.
-Nic takiego. Koniec tematu.
-No właśnie koniec tematu. Kto chce piwa? - Spytała Lizzy otwierając wielką torbę. - Są zimne. - Podała wszystkim dziewczyną jedną butelkę. - A słuchajcie. Chris przyjeżdża jutro.
-Kim jest Chris? - Spytałam.
-To mój kuzyn. I ogółem Zayn coś wspominał że jego kuzynka z przyjaciółkami też chce przyjechać. Ale to jeszcze nie wiadomo kiedy. Jak to ona pewnie w najmniej oczekiwanym momencie. Ona uwielbia zaskakiwać ludzi. - Zaśmiała się. - Polubisz je, a one ciebie,o tym cię możemy wszyscy zapewnić.

Gdy my otwierałyśmy drugie piwo chłopacy skończyli swój mecz i doszli do nas.
-Ale się zmęczyłem. - Jęknął Nathan kładąc się na trawie.
-Bo ty stary nie masz kondycji. - Zaśmiał się Zayn. - Co ty człowieku robiłeś przez rok? Pamiętam w zeszłym roku byłeś szybszy ode mnie. A dziś?
-Nie pytaj stary.
-No mów. - Powiedział wesoło Niall, który siedział obok niego.
-Wplątałem się w kółko naukowe. Eksperymenty i tak dalej. Babka się uparła że mam chodzić na te dodatkowe zajęcia, bo inaczej nie przepuści mnie do następnej klasy.
-Co?!
-Nie śmiej się Zayn! To nie jest śmieszne. Przez to miałem mało czasu na treningi.
-Widzę że rośnie nam naukowiec. - Zaśmiał się Niall.
-Zamknij się.
-Ja już nic nie mówię.
-Nie no ale tak szczerze Nate. Dużo wyniosłeś z tych lekcji? - Spytał Zayn.
-Wiele. Naprawdę. Babka mówi że jestem jednym z najlepszych uczniów. I jest ze mnie wspaniały naukowiec. Powiedziała że chciałaby żebym w ostatniej klasie znów chodził na jej kółko. Powiedziałem że nie bo muszę się skupić na sporcie. Bo w końcu w tym kierunku chce pójść w życie.
-Nie no stary ale ty nie wyglądasz na naukowca. Nie pasują ci takie wielkie okulary i fartuszek. - Zaśmiał się Zayn. A wraz z nim wszyscy, prócz Nathana. Obrzucił Zayn'a morderczym spojrzeniem i nic więcej nie powiedział. Niall podszedł do mnie po chwili.
-Przejdziemy się?
-Z chęcią. - Odpowiedziałam i odeszliśmy od całego zgromadzenia. Parę metrów dalej były ruiny i to właśnie tu się zatrzymaliśmy.
-Co tu kiedyś stało?
-Powiadają że tu była wartownia. Tu i tam - Wskazał na miejsce w którym my staliśmy i na drugi koniec ruin. - były wieże, wysokie wieże. Pomiędzy nimi gruby mur, oraz mur szedł jeszcze po skosie w tamtą stronę od wież. - Wskazał ręką. - W tym murze był tunel którym można było przechodzić. Ale czy to prawda, tego nikt nie wie. To było dawno temu.
-Skoro to było dawno temu, to czemu nikt nie sprzątnął tych ruin?
-Ma to być czymś w rodzaju pamiątki, wspomnień. Nie wiem dokładnie. - Chwycił mnie w pasie i posadził na murku, a sam stanął między moimi nogami. Przez dłuższy czas panowała między nami cisza.
-No mów, co cię gryzie?
-Nic.
-Przecież widzę, że chcesz coś powiedzieć a się powstrzymujesz kochanie. - Powiedział Niall.
-Chodzi o nas?
-Coś nie tak ...
-Nie. - Przerwałam mu od razu. - Ja ... Chodzi o to że nie jestem pewna jak ... Jak zachowują się zakochani, para. Bo to co ja kiedyś przeżyłam, to nie było prawdziwą miłością. Znaczy on udawał, później wszystko zniszczył. - Powiedziałam smutno i cicho. - Co prawda wtedy też byłam młodsza, to też inaczej to wyglądało, ale ... On był starszy o parę lat. Zabierał mnie na imprezy swoich znajomych. Wszyscy mnie lubili. Bynajmniej tak mi się zdawało. On mówił mi że mnie kochał. A tak naprawdę ... - Pokręciłam głową.
-Jeśli nie chcesz nie musisz mówić. Nie zmuszaj się. Nie muszę znać prawdy. Akceptuje cię taką jaka jesteś. - Powiedział i pocałował mnie. To było miłe. Podniósł mnie i odbiegł kawałek od murku i zaczął się kręcić, a ja śmiać.
-Niall przestań! Proszę! - Krzyczałam przez śmiech. W końcu postawił mnie na ziemi, trochę się zachwiałam bo w głowie się kręciło, więc musiał mnie przytrzymać. Śmiejąc się wróciliśmy do reszty.
-E zakochańce! - Krzyknął Zayn.
-Co?!
-Mamy plan!
-Jaki? - Spytałam podbiegając do wszystkich i usiadłam między Lizzy i Hannah. - Co nas ominęło?
-Nie za wiele. Uwierz. - Powiedziała cicho Hannah uśmiechając się.
-Co?
-Razem wyglądacie przepięknie. - Zachichotała mi do ucha.
-Dobra plan jest taki. Sean organizuje domówkę. Co wy na to? - Spytał Zayn. Ja od razu zesztywniałam.
Domówka? O nie. Tylko nie to.
-Będzie dobrze, zobaczysz. Będę się troszczyć o ciebie i nie spuszczę z ciebie oczu. A jak Niall ci coś zrobi to będzie miał ze mną do czynienia. - Szepnęła mi do ucha Tasza. Nawet nie wiem w którym momencie podeszła do mnie. Spojrzałam na nią.
-Nie. Ja nie idę.
-Cina ...
-Tasza nie. Nie mogę. Za dużo wspomnień. Złych wspomnień. Boję się. Nie ...
-Czas przezwyciężyć strach. Trzy lata trzymałaś się na uboczu. Z dala od ludzi, imprez. Musisz ...
-Nic nie muszę. Nie i proszę nie namawiaj mnie. - Szepnęłam.
-Jak chcesz. - Powiedziała smutno.
Wszyscy wokół rozmawiali ożywieni o imprezie.
-To co idziemy? Zanim dojedziemy to trochę minie.
-Ja nie idę.
-Co? Czemu? - Spytał Nathan. - Sean się nie pogniewa jak przyjdziesz. Wręcz przeciwnie. Będzie zachwycony. I nie musisz się martwić. - Powiedział widząc moją minę. - On jest gejem. Ma chłopaka. - Powiedział z uśmiechem.
-Nie boję się Seana. Ani poznania nowych ludzi. Po prostu nie chce. Nie mam ochoty dziś na imprezę. Znajdę sobie jakieś zajęcie.
-Zostanę z tobą. - Powiedział Niall. Widziałam w jego oczach że bardzo mu zależy na tej imprezie.
-Nie musisz.
-Ale chcę.
-Nie. Niall słuchaj, to nie tak że nie chcę twojego towarzystwa. Idź na tę imprezę. Przecież widzę że chcesz. Idź. Mną się nie przejmuj. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Na pewno nie chcesz żebym z tobą został?
-Uwierz mi, chciałabym zostać z tobą, ale nie chcę cię ograniczać. Idź i baw się dobrze. - Pocałowałam go.
-Na prawdę? Mogę iść?
-Jasne że możesz.
-Ale ...
-Lepiej już nic nie mów bo się rozmyślę. - Zamilkł, uśmiechnął się i mnie pocałował.
-Jesteś najlepsza. - Powiedział z wielkim uśmiechem.
-No to co lecimy?
Każdy zaczął potakiwać i zrobiło się małe zamieszanie. Wszyscy zaczęli się ze mną żegnać. I zaczęli wsiadać do samochodów.
-Harry no wsiadaj! - Krzyknął Lukas.
-Dzisiaj muszę sobie odpuścić.
-Czemu?
-Mam coś ważnego do załatwienia.
-Co? - To pytanie zawisło w powietrzu.
-Medalion. - Odpowiedział po chwili ciszy.
-Jak wolisz. Jedziemy. Trzymaj się! - Krzyknął Lukas odjeżdżając.
-Gdzie zamierzasz iść?
-Nie mam pojęcia.
-Czemu nie chciałaś jechać na imprezę?
-Wydaje mi się że znasz odpowiedź. - Powiedziałam i ruszyłam ścieżką w głąb parku.
-Boisz się domówek?
-Boję się tego co mnie spotkało i tego że może się to powtórzyć.
-Ale Niall ...
-Nie zrobiłby tego co Greg? Nie wiem. Nie znam go. Nie potrafię ufać ludziom.
-A jednak z nim jesteś.
-Bo chcę przełamać tę barierę którą stworzyłam. Chcę znów nauczyć się kochać.
-Miłość jest przereklamowana.
-Niby skąd to wiesz? Kochałeś kiedyś? Zawiodłeś się na swojej dziewczynie?
-Nie. Moi rodzice byli dla mnie przykładem idealnej miłości. Byli tak dopasowani jak nikt inny. Uważałem tak do dnia w którym pewnego dnia szybciej wróciłem do domu z treningu. Mama pieprzyła się z jakimś facetem w salonie na kanapie. Wkurzyłem się. Stłukłem szklany stolik, rozwaliłem kredens, rzuciłem w ścianę kieliszkami i do połowy pełną butelką wina. Zacząłem krzyczeć, wyzywać matkę od najgorszych. Miałem wtedy ochotę ją uderzyć. Nawet się zamachnąłem. Ale nie mogłem tego zrobić. Zamiast tego walnąłem z całej siły w ścianę, robiąc w niej dziurę. Jak się potem okazało złamałem ją, ale nie przejmowałem się tym zbytnio. Wybiegłem z domu. Pobiegłem do parku. Wtedy się zorientowałem że mam złamaną rękę, bynajmniej wiedziałem że jest z nią coś nie tak. Miałem na tyle rozumu by pójść do przychodni. Po dwóch godzinach wróciłem do domu. Ojciec wrzeszczał na matkę jak mogła go zdradzić. Rozwalił prawie cały salon, pół kuchni i pół sypialni. Właśnie w sypialni ich znalazłem. Mama płakała, mówiła że już tego nie zrobi że żałuję. Ojciec powiedział że go to nie obchodzi i że się wyprowadza. Wtedy ja krzyknąłem tato wyprowadzam się z tobą. Oboje zamilkli i spojrzeli na mnie. Ojciec powiedział pewnie że wezmę cię ze sobą synu. Matka zaczęła jeszcze głośniej płakać. Mówiła nie, Harry nie odchodź proszę, nie zostawiaj mnie samej. Powiedziałem było nie zdradzać taty. I poszedłem do pokoju spakować się. Spakowałem wszystko co miałem. I jeszcze tej samej nocy wyjechaliśmy. Przypłynęliśmy tu okrętem. Znałem tu parę osób bo co roku w wakacje przyjeżdżałem tu do dziadków. Zamieszkaliśmy tu. Ojciec po roku znalazł sobie inną kobietę. Ale ślubu jeszcze nie wzięli. A co się dzieje z matką to nie wiem. Nie miałem z nią kontaktu od tamtego czasu. Minęły cztery lata gdy ostatni raz ją widziałem.
-Tęsknisz za nią?
-Nie wiem. Sprawiła mi wiele bólu. Nie umiem stwierdzić czy mi jej brakuje. Na samą myśl o niej robi mi się smutno i wściekam się, bo zniszczyła mi życie.


------------------------------------------

Jak się podoba rozdział?

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział Dziesiąty

Gdy oni wszyscy po dwudziestu minutach wciąż tam stali i wrzeszczeli na siebie ja powoli wstałam i podeszłam do kranu. Spojrzałam w lustro, a następnie obmyłam twarz. Zakręciłam kurek i wpatrywałam się w swoje odbicie.
-Czy on mówił prawdę? - Spytałam szeptem samej siebie. - Czy może mi się przytrafić drugi raz to samo? - Szeptałam dalej. - Teraz jestem silniejsza. Ale moja psychika mnie powala na samym początku. - Szepnęłam a po policzku spłynęła mi samotna łza. - Czy on mnie skrzywdzi tak jak Greg? - Szepnęłam patrząc sobie w oczy. Po chwili spuściłam wzrok w dół. Otworzyłam szufladę pod zlewem. Przejrzałam ją i zamknęłam. Otworzyłam następną i znalazłam to czego szukałam. Żyletka. - Moja stara przyjaciółko. Tylko ty mnie nigdy nie zawodzisz. Pomagasz mi odciąć się od przeszłości i bólu psychiki. - Szepnęłam. Podwinęłam bluzkę do góry i zrobiłam kilka nacięć na żebrach.
Tam nikt nie zauważy moich ran. Tam nikt nigdy nie patrzy. Potrzebuję tego. To mnie uspokaja. Teraz będzie dobrze. I teraz muszę się napić.
Mówiłam do siebie w myślach. Wypowiadając każde zdanie robiłam jedno nacięcie. Przemyłam rany wodą utlenioną co wywołało więcej bólu, wzięłam jeden gazik i dwoma kawałkami taśmy lekarskiej zakleiłam rany. Umyłam żyletkę i schowałam do szuflady. A papierki po gaziku wrzuciłam do kieszeni. Powoli podeszłam do drzwi i od kluczyłam je. Momentalnie nastała cisza po drugiej stronie. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam z łazienki.
-Co się stało?
-Nic. Naprawdę nic. - Powiedziałam spokojnie.
-Skrzywdził cię?
-Niall? Oczywiście że nie. Nic się nie stało nie przejmujcie się mną. Zostało jeszcze jakieś piwo? - Spytałam wchodząc do salonu. Stało jeszcze kilka na stoliku. Wzięłam jedno otworzyłam i usiadłam na kanapie. Uśmiechnęłam się wesoło i napiłam się. Po chwili każdy zajął się sobą.
Jakby zapomnieli o wydarzeniach które miały miejsce chwilę wcześniej. Nie drążyli tematu i za to byłam im wdzięczna. Chociaż wiem, że kiedyś chyba będę musiała im powiedzieć. Ale myślę że oni wiedzą że nie jestem na to gotowa.
-To chodziło o mnie? - Spytał Niall niepewnie siadając obok mnie.
-Nie. To chodzi o mnie, - Szepnęłam.
-Czyli? - Spytał. Nie musiał kończyć. Wiedziałam o co mu chodzi.
-Ja, nie wiem. Przeszłość sprawiła że przestałam wierzyć w miłość. Ja nie potrafię już kochać. Stracisz tylko czas. - Mówiłam cały czas patrząc przed siebie na stolik.
-Nie dowiesz się czy potrafisz kochać, jeśli nie spróbujesz.
-Próbowałam i zawiodłam się. I to strasznie. Życie mnie to kosztowało.
-Nie wiem co przytrafiło ci się w przeszłości. I jeśli nie chcesz mówić nie musisz. Ale wolisz całe życie spędzić sama bojąc się każdego zbliżenia chłopaka. Czy wolisz spróbować i zobaczyć że można lepiej. Że nie każdy jest taki sam. - Powiedział cicho.
-Mówisz że jestem piękna i w ogóle. Mówisz że chcesz ze mną być. Co równa się z tym że mnie kochasz.
-Tak. - Odpowiedział od razu.
-Ja nie wiem czy ty mi się podobasz, a co więcej nie wiem czy cię kocham. Czy to ma sens?
-Dla kogoś innego nie. Ale dla ciebie tak. - Spojrzałam na niego po raz pierwszy odkąd usiadł tu obok mnie i zaczął tą rozmowę.
-Niby czemu dla innej nie miałoby to sensu a dla mnie ma?
-Bo w życiu przeżyłaś coś, przez co straciłaś wiarę w miłość. Jeśli chcesz znów nauczyć się kochać, musisz spróbować z kimś być. Musisz nauczyć się miłości na nowo. I ja mogę cię jej nauczyć. Bo ja darze cię uczuciem. A ty nie wiesz, bo ..
-Nie wierzę w miłość. - Dokończyłam za niego.
-Właśnie.
-Czy będę potrafiła znów pokochać?
-Jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie przekonasz. - Powiedział i lewą ręką chwycił moją prawą dłoń, a drugą położył na moim lewym policzku. - Zadaj sobie jedno pytanie. Czy jesteś w stanie spróbować znów zacząć kochać? - Jego twarz zaczęła powoli zbliżać się do mojej. Przeszły mnie dreszcze. Upuściłam pustą już butelkę po piwie na podłogę, a ta pokulała się gdzieś z lekkim brzdęknięciem i położyłam dłoń na jego policzku. Uśmiechnął się lekko. I wtedy nasze usta się złączyły. To był słodki, delikatny pocałunek. Odsunął się ode mnie, a uśmiech nie schodził mu z ust. Jego uśmiechnięta twarz sprawiła że i ja się uśmiechnęłam.
-Tak.
-Co tak? - Spytał uśmiechając się.
-Chcę zostać twoją dziewczyną. - Nie wiem jak to możliwe ale jego uśmiech stał się jeszcze szerszy i znów mnie pocałował. Tym razem pocałunek był dłuższy.


Obudziłam się na kanapie wtulona w Nialla, przez Taszę oczywiście.
-O co chodzi?
-Mamy trening pamiętasz?
-Jaki tre ... aaa. Musimy?
-Tak musimy. Chyba chcesz zostać tancerką prawda?
-A oni?
-Niech śpią zostawimy im karteczkę. Idź się ogarnij do łazienki a ja zostawię im wiadomość że spotkamy się później. Dwadzieścia minut później wychodziłyśmy z domu Lukasa. Poszłyśmy na przystanek i po ponad godzinie byłyśmy na miejscu. Trening tak jak wczoraj trwał trzy godziny. Ale zostałyśmy na jeszcze jednej półtora godzinnej lekcji. W krótkiej przerwie, zanim zacznie kolejną lekcję podeszłyśmy do niego.
-Panie trenerze.
-Tak dziewczynki?
-My chciałybyśmy dostać się do tej pańskiej drużyny specjalnej.
-Cieszę się bardzo. Mam nadzieję że nie przestaniecie chodzić na te zwykłe treningi, bo tutaj również dużo można się nauczyć. A w piątek o osiemnastej jest pierwsze spotkanie. Jedna lekcja trwa również półtorej godziny. Czasem będziemy mieć jedną, czasem dwie. Wszystko zostanie uzgodnione w piątek. Więc podejrzewam że w piątek będzie tylko takie spotkanie organizacyjne. A w sobotę o osiemnastej już będą pierwsze zajęcia. I tak na marginesie. Jestem Charlie. W drużynie mówimy sobie po imieniu. - Uśmiechnął się i poszedł. A my również z uśmiechami na ustach poszłyśmy do szatni.
-I gdzie teraz idziemy? - Spytałam.
-Do parku. Są tam i grają w piłkę. A tak w ogóle to, co jest między tobą i Niallem?
-Tak jakby jesteśmy ze sobą.
-Tak jakby?
-No wiesz. - Westchnęłam. - Wiesz dobrze że od dawna z nikim nie byłam. Nikogo nie starałam się pokochać. A tak naprawdę może nigdy nie kochałam. Rodzice mi tego nie okazywali. I ty dobrze o tym wiesz. Ważniejsza jest dla nich praca, kariera, niż rodzina. Za wszelką cenę próbowałam zwrócić na siebie uwagę. I zwróciłam, przejęli się mną. Ale tylko na chwilę, by potem odesłać mnie pod opiekę obcym ludziom w zakładzie.
-O czym ty mówisz? Jakim zakładzie?
-Tak naprawdę Tasza nic o mnie nie wiesz.
-To mi powiedz. - Odwróciłam od niej wzrok.
-Nie. - Powiedziałam cicho.
-Dlaczego? Przecież wiesz że się o ciebie martwię. Jesteś moją kuzynką, jesteś dla mnie jak siostra. Jesteś moją jedyną rodziną, nie licząc dziadków, ale oni mnie nie rozumieją, są za starzy. - Zaśmiała się lekko. - A ty, ty mi przypominasz mojego ojca. W końcu oni byli bliźniakami. Ja w tobie widzę część taty. Więc? - Spytała zakładając plecak na ramię i wychodząc z szatni, wyszłam za nią. Ruszyłyśmy w stronę parku.
-Pamiętasz jak trafiłam do szpitala i prawie umarłam?
-Tak.
-Byłam nieprzytomna trzy dni.
-Tak, pamiętam. Babcia omal zawału nie odstała, jak się dowiedziała że w ciężkim stanie trafiłaś do szpitala, a drugi raz również z powodu twojego ocknięcia się. Lekarze mówili że możesz zapaść w bardzo głęboką śpiączkę.
-Tak. W tę noc byłam na imprezie. Z Gregiem. Moim chłopakiem. Był wspaniały, przy nim byłam szczęśliwa. Gdy rodzice nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi, on poświęcał mi jej bardzo wiele. Zawsze był przy mnie kiedy go potrzebowałam. Zabierał mnie na imprezy swoich przyjaciół. Dzięki niemu miałam wielu starszych kolegów i koleżanek. Pamiętam jego obecność, jego pocałunki, dotyk, jego bliskość. Ale to wszystko zostało okryte ciemnością w momencie w którym na tej imprezie, na tej ostatniej naszej imprezie weszliśmy do pokoju na piętrze. - Załamał mi się głos. - On zgwałcił mnie. Stawiałam opór, ale to było na nic. Szarpałam się, krzyczałam, a on mnie za to bił. Zaczął wyzywać od grubasów, suk, szmat. Powiedział że był ze mną tylko po to żeby się do mnie dobrać i czerpać przyjemność. Poddałam się. Nie miałam już sił stawiać oporu. Zniszczył mi psychikę. Pieprzył mnie bardzo ostro, w trakcie straciłam przytomność. A gdy się ocknęłam, miałam jego chuja w buzi. Dławiłam się nim, nie mogłam oddychać. Gdy się spuścił prawie się udławiłam, zaczęłam się krztusić i wymiotować. Znów straciłam przytomność. Obudziłam się trzy dni później w szpitalu. Policja dopytywała co się stało. Powiedziałam prawdę. Tyle ile pamiętałam. On trafił za kratki, za pedofilię, molestowanie, gwałt na nieletniej i próbę morderstwa. Mam nadzieję że zgnije w pierdlu. Przez niego właśnie straciłam wiarę w miłość. Przestałam kochać. Przestałam wychodzić do ludzi. Przez niego i jego wyzwiska jakimi mnie obdarzył w tę noc popadłam w bulimię i anoreksję. Zaczęłam się głodzić. Nic nie jadłam, odchudzałam się, trenowałam. Rodzice zoorientowali się po półtorej roku i wysłali mnie na durną terapię. Pół roku spędziłam zamknięta w tym pieprzonym zakładzie. Pieprzone pół roku odizolowana od wszystkiego. Zamknięta w celi, jak zwierzę w klatce. Jak jakaś przestępczyni, jakbym to ja była mordercą. Podczas tego sześciomiesięcznego pobytu tam próbowałam popełnić samobójstwo. - Wciągnęła gwałtownie powietrze na te słowa i spojrzała na mnie. - Trzy razy.
-Co?
-Po miesiącu pobytu tam łyknęłam dużo tabletek i zapiłam różnymi syropami, ale niestety odnalazły mnie pielęgniarki i uratowały. Byłam nieprzytomna przez tydzień. Kiedy minął trzeci miesiąc mojego pobytu tam próbowałam drugi raz popełnić samobójstwo. Podcięłam sobie żyły w łazience, ale znów znalazła mnie pielęgniarka i opatrzyła rany. Wtedy zaczęły się pytania. "Czemu to robię?" " Czemu chcę umrzeć?" Mówiłam "Bo nie mam po co żyć." "Nie chcę być zamknięta w psychiatryku." "Życie mnie nienawidzi i nic dobrego mnie nie czeka." Trzecią próbę samobójczą miałam pod koniec pobytu tam. Minęło ponad pięć miesięcy odkąd tam trafiłam. Powiesiłam się na prześcieradle na lampie, ale znów mnie znaleziono. Wszyscy mówili że to cud. "Tak usilnie pragniesz się zabić, ale za każdym razem jesteś ratowana. To musi być cud." Mówili "Bóg nad tobą czuwa i ma w planach coś dobrego." Następne pół roku spędziłam w domu, miałam indywidualne lekcje i co dzień musiałam jeździć na spotkania z terapeutą. Dopiero ostatnie pół roku było spokojne. Poszłam znów do szkoły. Rodzice chcieli bym wychodziła z domu. Bym spotykała się z ludźmi. Ale z kim. Nikt przez rok mnie nie widział. Ludzie w szkole zapomnieli mojego imienia. Byłam niewidzialna dla nich. Zapomnieli o mnie. Dopiero tutaj się trochę otworzyłam na ludzi. I Niall się we mnie zakochał. Wczoraj spytał czy chcę zostać jego dziewczyną. Przypomniał mi się Greg. To wszystko co mi wyrządził. Wystraszyłam się że Niall może mi zrobić to samo. Przestałam ufać ludziom, szczególnie chłopakom. Ale w głębi duszy wiem że Niall nie byłby w stanie mnie skrzywdzić. Nie wiem czumu tak czuję. Ale wtedy wspomnienia zalały moją głowę zaczęłam płakać i musiałam uciec od tego.
-Dlatego się pocięłaś?
-Co?
-Na żebrach.
-Ja? Skąd?
-Wczoraj nie miałaś tam śladu. A dziś widziałam cięcia. - Powiedziała smutno.
-Musiałam pozbyć się bólu psychicznego, zastępując go bólem fizycznym. To mi pomaga. A później wróciłam do was. I Niall ze mną porozmawiał. I zgodziłam się zostać jego dziewczyną. Nie wiem czy go kocham. Ja nie potrafię kochać. Straciłam wiarę w miłość. Ale jeśli on mnie kocha, może ja nauczę się znów kochać.
-I możecie oboje mieć rację. On może pomóc ci wrócić do siebie. - Powiedziała obejmując mnie lewą ręką. - Znam ciebie i znam jego. I choć śmiem przypuszczać że wam nie wyjdzie, życzę wam szczęścia. Bo jeśli w miłości wam nie wyjdzie, wyjdzie wam przyjaźń. A i przez to on może pomóc ci wrócić do dawnej siebie. Znów zaczniesz kochać.

------------------------------------------------
Co sądzicie o takim zwrocie akcji?
Pochwalcie się w komentarzach odczuciami.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

Rozdział Dziewiąty

Nie wiedziałam jak mam się zachować siedząc Harry'emu na kolanach. Było dziwnie. On budzi we mnie część z mojej przeszłości. Co mnie przeraża. Ale on nie jest nim. Co wiem. Ale jednak. Jednak się go chyba boję. Troszeczkę. Wcześniej był taki natarczywy. W  jego oczach widziałam gniew i agresję. Czułam że może mnie skrzywdzić. Ale później od Lizzy dowiedziałam się jaki jest. Nie skrzywdziłby dziewczyny. Przeżył wiele. Jego życie jest ciężkie, ale moje jeszcze gorsze. Czemu mu powiedziałam o swojej przeszłości? Nie mam pojęcia. Może po to by się odczepił. By przestał mnie przerażać swoim zachowaniem. A może ... Może co? Może po prostu potrzebowałam komuś się wygadać. Zbyt długo ciążyło mi to na serce. Po tym jak mu powiedziałam poczułam jak jest mi lżej. Ale czemu właśnie jemu? Nie znam go. Chociaż mówi się że lepiej jest powiedzieć o swoich problemach komuś obcemu. Bo nie będzie cię oceniać, gdyż cię nie zna. Ale czemu on? Mogłam powiedzieć Lizzy, albo Hannah, albo komukolwiek innemu kogo poznałam dzięki Taszy.
Byłam tak pogrążona w myślach że nie zauważyłam że dojechaliśmy. Wyrwałam się z zamyślenia dopiero w momencie w którym Harry mnie szturchnął i odezwał się.
-Mała wiem że ci wygodnie, ale już dojechaliśmy.
-Chciałbyś. Zamyśliłam się po prostu.
-O nie musisz o mnie marzyć, masz mnie na wyciągnięcie ręki. - Obrzuciłam go pogardliwym spojrzeniem i poszłam z Hannah w stronę klubu. Zajęłyśmy jeden z kilku wciąż wolnych stolików.
-Czemu on jest takim ... - Nie potrafiłam dokończyć, ale moja mina wiele wyjaśniała.
-On już po prostu taki jest. Musisz go zrozumieć. Wiele przeszedł.
-Przeszłam więcej. W życiu spotkało mnie coś znacznie gorszego niż matka pieprząca się z inny kolesiem i wyprowadzenie się z ojcem. - Zrobiła wielkie oczy na moje słowa.
-Skąd wiesz? Powiedział ci?
-Nie. Lizzy mi powiedziała.
-Aha. - Posłała mi lekki uśmiech. - A pozbierałaś się po tym co przeszłaś? - Spytała powoli, a ja spojrzałam na nią.
-Nie. - Odpowiedziałam po chwili. - Nie wiem czy kiedykolwiek się pozbieram.
-On się pozbierał. Ale przez to się zmienił. Pamiętam go jak przyjeżdżał tutaj w wakacje do dziadków. Był całkiem inny. A potem, pewnego dnia ktoś wykupił ten domek. Przyleciał Harry z tatą. Ale Harry był inny. Już to było widać. A jego zachowanie w kolejnych dniach jak się z nami spotykał utwierdziło nas w tym. Chłopak którego kiedyś znaliśmy odszedł. Ale czy powróci? Nie wiadomo. - Uśmiechnęła się smutno.
-To ja idę po drinki. - Usłyszałam Zayn'a. - Zaraz wracam. - Chwilę później wszyscy siedzieli już przy stoliku który razem z Hannah zajęłyśmy. Po paru minutach Zayn przyszedł z wielką tacą z drinkami. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Co jakiś czas chłopaki zamawiali więcej drinków. Ogólnie było super. Właśnie skończyłam pić trzeciego drinka, gdy przede mną pojawił się blondyn.
-Mogę prosić do tańca? - Spytał Niall wyciągając do mnie rękę. Uśmiechnęłam się i chwyciłam jego dłoń. Poszliśmy na parkiet. Przetańczyliśmy pięć piosenek i gdy chciałam już iść usiąść zaczęła leć wolna piosenka i on pociągnął mnie bliżej siebie i objął w talii. Nie chcąc zrobić mu przykrości, a zarazem nie chcąc być niegrzeczną zarzuciłam mu ręce na szyję. Po chwili wyszeptał mi do ucha.
-Jesteś piękną i atrakcyjną kobietą. Uwodzisz nawet małym gestem, spojrzeniem, dotykiem, każdym ruchem. - Nie wiedziałam co mam powiedzieć, więc milczałam. To co mi powiedział zatkało mnie. - Zdajesz sobie z tego sprawę prawda? - Spytał gdy wciąż milczałam.
-Nie okłamuj mnie. Nie musisz mi mówić kłamliwych komplementów żeby ...
-Nie kłamię. Mówię prawdę. A ty. Ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego jak działasz na facetów. - Stwierdził. Odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy. - Naprawdę jesteś piękna. Nie rozumiem jak możesz myśleć inaczej. Jesteś cudowna. Chciałbym ...
-Horan! Horan chodźcie szybko!
-Poczekaj!
-Nie! Teraz! No chodź kurwa! - Darł się Ricky. Niall pobiegł w jego stronę, a ja za nim. Stanęliśmy przed wielkim hałasującym tłumem za klubem przy parkingu. Przepchnęliśmy się do pierwszego rzędu i ...
-O Boże! - Pisnęłam. Ale wątpię by ktoś to usłyszał. Przed nami w środku kręgu ludzi stał Harry, Zayn, Mike i jeszcze siedmiu umięśnionych kolesi. I nawalali się. Trzech na siedmiu. Niall od razu wbiegł w środek by pomóc przyjaciołom. - O co poszło?! - Spytałam dziewczyn.
-Nie wiemy! Ci kolesie po prostu podeszli i przywalili Harry'emu i Michaelowi! - Krzyknęła z przejęciem Jade. Piętnaście minut później usłyszeliśmy syreny.
-Gliny! - Ktoś wrzasnął.
-Spadamy! - Krzyknęła Tasza i złapała mnie za nadgarstek ciągnąc w stronę naszych samochodów. Tasza wsiadła do samochodu Nialla i kazała usiąść na miejscu obok. Reszta wsiadła do samochodu Lucasa.
-Spotkamy się później! Przywieź ich bezpiecznie do mnie! - Krzyknął Lucas i ruszył paląc gumę z piskiem. Tasza odpaliła samochód i czekała na chłopaków.
-No dalej! Niall! Mike! Harry! Zayn! - Wrzasnęła. Chłopaki jeszcze kilka razy przywalili tamtym, i nim oni zdążyli im oddać zaczęli biec w naszą stronę, a tamci za nimi. Tasza zaczęła jechać powoli zwiększając prędkość. Chłopacy biegli w naszą stronę i już po chwili Zayn wskoczył do samochodu sadowiąc się na środku i odwracając do tyłu, za nim też lewej strony wskoczył Niall. Chwilę później Harry z drugiej strony samochodu. A Mike rzucił się na bagażnik i chłopaki złapali go za ręce. Tasza zwiększyła prędkość, a chłopaki wciągnęli go do samochodu. Pół godziny później weszliśmy do domu Lucasa. Jak tylko przekroczyliśmy próg Nathan przygwoździł do ściany Harry'ego, a Ricky Mike'a.
-O co do kurwy nędzy poszło?! - Wrzasnął Nathan. Obaj milczeli.
-No mówcie! - Wrzasnął Ricky.
Obaj mnie przerażali w tej chwili. Zaczęłam się lekko trząść ze strachu.
-No kurwa mówcie! - Wrzasnął Nathan i walnął pięścią w ścianę blisko głowy Harry'ego. Aż podskoczyłam i cofnęłam się w głąb pokoju odsuwając od nich.
-Możecie się kurwa uspokoić wszyscy! - Krzyknął Niall i objął mnie ramieniem przytulając do siebie. Wszyscy spojrzeli w naszą stronę. - Niektórych w tej chwili przerażacie. - Powiedział spokojnie wskazując na mnie i na niektóre dziewczyny które również wycofały się jak najdalej od nich. Niall podszedł ze mną do kanapy, usiadł i posadził mnie bokiem na swoich kolanach. Wciąż mnie obejmował. Nate i Ricky puścili chłopaków. Wszyscy powoli zajęli wolne miejsca, na kanapie, fotelach, lub usiedli na podłodze. Harry i Mike wciąż stali.
-O co poszło? - Spytał spokojnie Lukas.
-Nie wasza sprawa. - Powiedział Mike.
-Właśnie że nasza. - Powiedział nieco głośniej Lukas. - Zayn i Niall nie wiedząc o co poszło ruszyli wam na ratunek. Całej waszej czwórce skopali dupy. Prawie zrobili krzywdę Hannah i Lizzy. Mamy prawo wiedzieć. - Mówił wściekle.A oni wciąż milczeli.
-Ubiliśmy z nimi interes. Przysługa za przysługę. Oni mieli nam dać dziesięć tysięcy. A my mieliśmy zdobyć dla nich pewien przedmiot. Nie wywiązali się z umowy. Więc zabraliśmy im ten przedmiot i odeszliśmy. A oni się teraz wściekli.
-Co to jest? - Spytał Niall.
-Medalion.
-Po co wam tyle kasy? - Spytał Ricky. Milczeli. - Po co? - Spytał głośniej z agresją w głosie.
-Nieważne. Po prostu potrzebujemy. Jasne. - Powiedział wściekle Mike i wyszedł z pokoju. Chwilę później wrócił z piwem w ręku.
-Jasne częstuj się! Przecież kurwa możesz! - Wrzasnął wściekle Lukas wstając z fotela.
-Nie wkurwiaj mnie młody! - Wrzasnął Mike i podszedł do niego posadził go z powrotem i przyłożył mu przedramię do szyi.
-Zostaw go! - Wrzasnął Harry. Mike się nie ruszył. - Zostaw go kurwa! - Wrzasnął jeszcze raz łapiąc go za koszulkę i odciągając od przyjaciela. Mike już chciał mu przyłożyć, ale Ricky złapał go za nadgarstek.
-Uspokójcie się kurwa wszyscy! Przerażacie dziewczyny! - Zapanowała cisza. Mike wyszarpnął swoją rękę z uścisku Ricky'ego i wyszedł do ogrodu na tył domku.
-Mogę browara?
-Jasne.- Powiedział już spokojnie Lukas. - Jeśli wszyscy chcecie to się częstujcie. Chodź Harry pomożesz mi. Ojciec w piwnicy ma kilkanaście skrzynek nie zauważy jak mu dwie znikną. - Powiedział i po chwili wrócili z dwiema skrzynkami piw.
-Tak właściwie to gdzie wyjechali twoi starzy?
-A chuj wie. Ważne że nie będzie ich dwa tygodnie. - Powiedział a wszyscy się zaśmiali i jakby to ciężkie powietrze opadło. Dalej rozmowy jakoś się potoczyły same. I było nam wesoło. Lukas włączył radio i bawiliśmy się świetnie. Wciągu dwóch godzin tańczyłam z Ricky'm, Zayn'em, Lucasem i Nathanem. Później do tańca poprosił mnie Niall. Z każdym tańczyło mi się super. Strach który mnie ogarnął na początku już minął. Po jakimś czasie w radiu puszczono piosenkę Ne-yo One In A Milion, z początku tańczyliśmy jak wcześniej ale w pewnym momencie Niall zaczął śpiewać.
-There's a million girls around but I don't see no one but you. Girl you're so one in a million. - Wyśpiewał mi do ucha. - Chciałem powiedzieć ci wcześniej w klubie za nim zawołał nas Ricky. Chciałbym się spytać czy miałbym u ciebie szansę. Zostaniesz moją dziewczyną? - Spytał. A mnie sparaliżowało. Przed oczami od razu ukazał mi się obraz Grega.

Miły chłopak. Zawsze umiał mnie rozśmieszyć. Zabierał mnie na imprezy swoich znajomych. Zawsze było pełno alkoholu, papierosów, narkotyków. To przez niego zaczęłam pić. To przez niego uzależniłam się od nikotyny. To on pokazał że można bezboleśnie odciąć się od tego świata, chociażby na parę godzin. Zawsze mi powtarzał. "Jesteś wyjątkowa. Jesteś tą jedyną. Kocham cię." A ja mu wierzyłam. Wierzyłam w każde słowo. Był moją oazą spokoju, kiedy w domu źle się działo. Gdy nikt z rodziny nie okazywał mi najmniejszego zainteresowania, on był przy mnie. Trzymał za rękę i mówił "Zawszę będę obok ciebie. Zawsze będę cię kochał. Zawsze będę cię wspierał. Już nigdy nie będziesz sama." To on mnie zniszczył ostatniej nocy kiedy się widzieliśmy. Zgwałcił mnie. Prawie mnie zabił. Przez niego trafiłam do szpitala. Przez niego zaczęłam się odchudzać. Przez niego wpadłam w bulimię i anoreksję. To przez niego wylądowałam zamknięta zakładzie na pół roku. Przez niego mam na koncie trzy próby samobójcze. Przez niego przestałam wychodzić z domu. To przez niego odcięłam się od ludzi. Sprawił mi to on. Sprawiła mi to miłość.

Z oczu zaczęły ciec mi łzy.
-Cina. Co się dzieję? Jeśli nie chcesz zrozumiem. Hej, czemu płaczesz? - Pytał zmartwiony. Pobiegłam do łazienki i zamknęłam się. Oparłam plecami o drzwi. Wciąż przed oczami miałam Grega. Jego pocałunki, jego umięśnioną klatkę piersiową do której uwielbiałam się przytulać. Jego twarz w tę ostatnią noc.
-Cina!
-Co się stało?!
-Otwórz drzwi!
-Kochana co ci jest?!
-Martwimy się o ciebie?!
-Co jej zrobiłeś Niall?!
-Nic!
-Jak nic?!
-To czemu płaczę?!
-Czemu zamknęła się w łazience?!
-Rozmawialiśmy i nagle jakby straciła kontakt z rzeczywistością! A gdy się ocknęła zaczęła płakać i pobiegła! Przysięgam nie zrobiłem jej krzywdy! Nie mógłbym!
-On jej nic nie zrobił!
-A ty niby skąd to wiesz?! Skąd wiesz że nic nie zrobił mojej kuzynce?!
-Nie mógł! Nie byłby zdolny do tego! A po za tym tu chodzi o coś innego!


-----------------------------------
Mam nadzieję że się podoba. Czekam na waszą opinię w komentarzu.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział Ósmy

Kolejne pięć dni spędziłam również w studiu. Nagrałam kolejne trzy piosenki. Unikałam kontaktu z Harrym na tyle na ile mogłam. Ale w końcu los sprawił że nasze drogi się skrzyżowały. Wpadłam na niego gdy wyszłam ze studia i skręciłam w boczną uliczkę przy tym budynku.
-Cina! Co ty tu robisz?
-Ja? Spaceruję. - Odpowiedziałam monotonnie. I chciałam go wyminąć, ale zablokował mi drogę.
-Coś się stało? Nie widuje cię ostatnio.
-Nie. Nic mi nie jest. - Odpowiedziałam i wyminęłam go.
-Czemu mnie unikasz? - Spytał, a ja zatrzymałam się.
-Nie unikam cię. - Odpowiedziałam wciąż stojąc do niego plecami.
-Tak? To czemu stoisz do mnie tyłem?
-Bo się spieszę. - Powiedziałam i zrobiłam dwa kroki do przodu a on złapał mnie za przedramię przez co się zatrzymałam. Odwróciłam się do niego i zapytałam. - Czego chcesz Harry?
-Czemu mnie unikasz?
-Zaciąłeś się? Już mówiłam. Nie unikam cię. Mam dużo spraw do załatwienia. A teraz czy mógłbyś mnie puścić bo się śpieszę?
-Mówisz że nie unikasz? To czemu nie spojrzysz mi w twarz jak do mnie mówisz? - Spytał, a mój błądzący wzrok w końcu spotkał się z jego  zielonymi tęczówkami wpatrującymi się w moją twarz. - Unikasz mnie. Czemu?
-Ja? Nie wiem. Daj mi spokój Harry. Proszę. - Powiedziałam i wyrwałam swoją rękę z jego uścisku i pobiegłam w stronę przystanku.

-Cina! Wstawaj! - Usłyszałam drażniący uszy pisk mojej kuzynki.
-Wyjdź.
-O nie. Unikałaś mnie przez prawie tydzień. Dzisiaj wychodzimy.
-Nigdzie nie idę. - Powiedziałam wtulając się bardziej w poduszkę przez co mój głos stał się bardziej niewyraźny.
-Idziesz. - Powiedziała lekko zirytowana. - Mam dla nas plany.
-To idźcie beze mnie. Nie mam ochoty iść z twoimi znajomi gdzieś. Nie żebym ich nie lubiła. Fajni są. - Mówiłam dalej w poduszkę.
-Tylko ty i ja. Czas spędzić trochę czasu z rodzinką nie uważasz?
-Nie.
-Cina no już!
-Nigdzie nie idę.
-A jak ci powiem że załatwiłam bilety na Summer Festiwal w Central Parku który odbędzie się niedługo. - Na te słowa od razu się ożywiłam.
-Co?! Co załatwiłaś?! - Stała nad moim łóżkiem z wielkim uśmiechem na ustach trzymając bilet w ręce. Wyciągnęłam rękę w jej stronę, a ona ją odsunęła.
-Bilet dostaniesz później.
-Ale ...
-Żadne ale, Spędzisz ten dni ze mną i moimi przyjaciółmi. Wyjdziesz do ludzi. Miło spędzisz czas. A siedemnastego lipca wejdziemy wszyscy do Central Parku i spędzimy tam trzy dni, no może cztery bawiąc się świetnie. - Powiedziała wesoło. - A teraz rusz swoją dupę i wychodzimy! - Wrzasnęła i wyszła z mojego pokoju. - A i spakuj w torbę wygodne sportowe ciuchy! - Krzyknęła otwierając znów drzwi.
-Co ona znowu wymyśliła? - Jęknęłam, ale wstałam z łóżka. Poszłam do łazienki ogarnąć się. Po trzydziestu minutach wyszłam owinięta ręcznikiem, z makijażem i włosami upiętymi w wysoką kitkę. Weszłam do garderoby i ubrałam się (spodenkibluzka), a następnie w plecak wrzuciłam spodenki, bluzkę i buty. I zbiegłam na dół. Tasza siedziała w kuchni, słysząc że zbiegam wyszła ubrana w (bluzka, spodenki, buty i plecak) w ręce trzymała półtora litrową wodę.
-Trzymaj. Przyda ci się. - Wzięłam ją od niej i wrzuciłam w mój plecak. Otworzyłam szafkę na buty i wyjęłam z niej moje conversy. - O nie! - Krzyknęła a ja na nią spojrzałam.
-Co się stało?
-Chyba nie masz zamiaru iść w tych butach?
-Czemu?
-O Boże chcesz żeby cię wyśmiali. Załóż te. - Powiedziała podając mi z szafki jedne ze swoich szpilek.
-Gdzie ty mnie kobieto zabierasz?
-Na trening.
-W szpilkach?
-One mają cię tylko prezentować przy wejściu. Wiesz pierwsze wrażenie. - Pokręciłam głową i nic nie mówiąc założyłam te buty i wyszłyśmy. Wsiadłyśmy do autobusu w stronę miasta.
-Gdzie konkretnie jedziemy?
-Dostałam dwa darmowe karnety na taniec. I będziemy tam jeździć co dzień przez wakacje. No prawie co dziennie. Wiadomo że mamy inne sprawy też. Ale ważny jest do końca wakacji i możemy tam spędzać tyle czasu ile chcemy. - Powiedziała z uśmiechem. - A wiem że od zawsze marzyłaś by uczyć się profesjonalnie tańca. Babcia mi obiecała że mnie zapisze w wakacje. Ale dostałam darmowe wejście jak widać. Ale po wakacjach nas zapisze. - Nie przestawała się uśmiechać, a i ja się uśmiechałam.
To prawda. Zawsze chciałam tańczyć. Taniec to moja pasja. Ale nie umiem zbytnio tańczyć. A teraz Tasza pomaga mi spełnić jedno z wielu moich marzeń. A przede wszystkim pomaga mi się otworzyć znów na ludzi.
Wysiadłyśmy na obrzeżach miasta, godzinka drogi od domu busem. Jej strój do ćwiczeń przedstawiał się równie nieźle co mój (spodenki, bluzka)
Po trzygodzinnej lekcji trener pochwalił całą grupę.
-Jak na pierwszą lekcje w te wakacje macie niezłą formę i nieźle wam idzie taniec. Widzimy się jutro. Chyba że ktoś chce jeszcze zostać to proszę. A tutaj dziewczyny i chłopaki - Wskazał Tasze, mnie, dwie murzynki o kręconych ciemnych włosach i jeszcze dwie blondynki oraz dwóch blondynów, dwóch brunetów i trzech ciemnoskórych chłopaków i krótkich ciemnych włosach. - wy spisaliście się najlepiej. Jeśli pozwolicie, chciałbym abyście zapisali się do mojej specjalnej grupy tanecznej. Na pewno nie pożałujecie. I szybko znajdziecie się na scenie. A o to przecież chodzi każdemu tancerzowi i każdej tancerce. - Powiedział i uśmiechnął się. - Czekam na waszą decyzję do piątku. - Powiedział i odszedł do konsoli. A my wyszłyśmy, niektórzy również tak uczynili, a inni zostali
-Widzisz? Jakie szczęście. Boże znajdziemy się na scenie. - Tasza mówiła rozmarzonym głosem.
-To znaczy że chcesz przyjąć jego propozycję?
-A ty nie? - Zdziwiła się.
-Sama nie wiem.
-Niema się nad czym zastanawiać. On rzadko komu składa takie propozycje. Dostać taką propozycję od niego to zaszczyt. Jego tancerze jeżdżą po świecie. Tańczą praktycznie wszędzie. A co najważniejsze on jest uwielbiany wśród piosenkarzy i piosenkarek i to właśnie jego tancerze najczęściej występują w teledyskach gwiazd. - Przerwała ponieważ zadzwonił jej telefon. - No cześć ... Tak ... Zaraz będziemy ... No pewnie ... - Powiedziała z wielkim uśmiechem. - Okej do zobaczenia. - Powiedziała i rozłączyła się. - Wieczorem idziemy na imprezę. - Oznajmiła mi z uśmiechem.
Dwadzieścia minut później wchodziłyśmy do parku gdzie wszyscy siedzieli.
-No jesteście wreszcie!
-Ile można na was czekać! - Mike i Ricky którzy to krzyknęli wstali i podeszli do nas przywitać się całusem w policzek co mnie zdziwiło ale starałam się nie panikować. Reszta uczyniła to samo.
-Hej Niall idziemy zagrać? - Spytał Harry blondyna.
-Jasne. - Odpowiedział blondyn. - Ktoś jeszcze idzie? - Spytał biorąc piłkę i kierując się już z Harrym kawałek od nas.Lucas i Nathaniel wstali i poszli z nimi. Reszta siedziała i gadała dalej. Zauważyłam że Zayn podrywa Jade. I miałam ochotę się śmiać z tej dwójki.
Gdy wybiła osiemnasta wszyscy zgodnie się zgodziliśmy że czas zwijać się na imprezę. Udaliśmy się na parking. Stały tam tylko dwa kabriolety. Do jednego wsiadł Zayn, Niall Jade, Lizzy,Hannah i Mike. A do drugiego Lukas, Nathan, Ricky, Harry, Tasza i Ja. Za kierownicą usiadł Lukas, a Tasza obok niego. I wypadło na to że ja z chłopakami muszę usiąść z tyłu.
-Dwie osoby siedzą na środku. - Powiedział Lukas gdy chłopacy już siedzieli i ja miałam wsiadać któremuś z nich na kolanach. I wypadło na to że usiądę na kolanach Harry'emu.


----------------------------------------
Na samym początku chce przeprosić za tak długą nie obecność. Mam dużo spraw na głowie.
Mam nadzieje że będziecie wyrozumiali i nie okrzyczycie mnie.
Oraz mam nadzieję że rozdział się podoba. I że nie zawiodłam was.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ