piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział Dziesiąty

Gdy oni wszyscy po dwudziestu minutach wciąż tam stali i wrzeszczeli na siebie ja powoli wstałam i podeszłam do kranu. Spojrzałam w lustro, a następnie obmyłam twarz. Zakręciłam kurek i wpatrywałam się w swoje odbicie.
-Czy on mówił prawdę? - Spytałam szeptem samej siebie. - Czy może mi się przytrafić drugi raz to samo? - Szeptałam dalej. - Teraz jestem silniejsza. Ale moja psychika mnie powala na samym początku. - Szepnęłam a po policzku spłynęła mi samotna łza. - Czy on mnie skrzywdzi tak jak Greg? - Szepnęłam patrząc sobie w oczy. Po chwili spuściłam wzrok w dół. Otworzyłam szufladę pod zlewem. Przejrzałam ją i zamknęłam. Otworzyłam następną i znalazłam to czego szukałam. Żyletka. - Moja stara przyjaciółko. Tylko ty mnie nigdy nie zawodzisz. Pomagasz mi odciąć się od przeszłości i bólu psychiki. - Szepnęłam. Podwinęłam bluzkę do góry i zrobiłam kilka nacięć na żebrach.
Tam nikt nie zauważy moich ran. Tam nikt nigdy nie patrzy. Potrzebuję tego. To mnie uspokaja. Teraz będzie dobrze. I teraz muszę się napić.
Mówiłam do siebie w myślach. Wypowiadając każde zdanie robiłam jedno nacięcie. Przemyłam rany wodą utlenioną co wywołało więcej bólu, wzięłam jeden gazik i dwoma kawałkami taśmy lekarskiej zakleiłam rany. Umyłam żyletkę i schowałam do szuflady. A papierki po gaziku wrzuciłam do kieszeni. Powoli podeszłam do drzwi i od kluczyłam je. Momentalnie nastała cisza po drugiej stronie. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam z łazienki.
-Co się stało?
-Nic. Naprawdę nic. - Powiedziałam spokojnie.
-Skrzywdził cię?
-Niall? Oczywiście że nie. Nic się nie stało nie przejmujcie się mną. Zostało jeszcze jakieś piwo? - Spytałam wchodząc do salonu. Stało jeszcze kilka na stoliku. Wzięłam jedno otworzyłam i usiadłam na kanapie. Uśmiechnęłam się wesoło i napiłam się. Po chwili każdy zajął się sobą.
Jakby zapomnieli o wydarzeniach które miały miejsce chwilę wcześniej. Nie drążyli tematu i za to byłam im wdzięczna. Chociaż wiem, że kiedyś chyba będę musiała im powiedzieć. Ale myślę że oni wiedzą że nie jestem na to gotowa.
-To chodziło o mnie? - Spytał Niall niepewnie siadając obok mnie.
-Nie. To chodzi o mnie, - Szepnęłam.
-Czyli? - Spytał. Nie musiał kończyć. Wiedziałam o co mu chodzi.
-Ja, nie wiem. Przeszłość sprawiła że przestałam wierzyć w miłość. Ja nie potrafię już kochać. Stracisz tylko czas. - Mówiłam cały czas patrząc przed siebie na stolik.
-Nie dowiesz się czy potrafisz kochać, jeśli nie spróbujesz.
-Próbowałam i zawiodłam się. I to strasznie. Życie mnie to kosztowało.
-Nie wiem co przytrafiło ci się w przeszłości. I jeśli nie chcesz mówić nie musisz. Ale wolisz całe życie spędzić sama bojąc się każdego zbliżenia chłopaka. Czy wolisz spróbować i zobaczyć że można lepiej. Że nie każdy jest taki sam. - Powiedział cicho.
-Mówisz że jestem piękna i w ogóle. Mówisz że chcesz ze mną być. Co równa się z tym że mnie kochasz.
-Tak. - Odpowiedział od razu.
-Ja nie wiem czy ty mi się podobasz, a co więcej nie wiem czy cię kocham. Czy to ma sens?
-Dla kogoś innego nie. Ale dla ciebie tak. - Spojrzałam na niego po raz pierwszy odkąd usiadł tu obok mnie i zaczął tą rozmowę.
-Niby czemu dla innej nie miałoby to sensu a dla mnie ma?
-Bo w życiu przeżyłaś coś, przez co straciłaś wiarę w miłość. Jeśli chcesz znów nauczyć się kochać, musisz spróbować z kimś być. Musisz nauczyć się miłości na nowo. I ja mogę cię jej nauczyć. Bo ja darze cię uczuciem. A ty nie wiesz, bo ..
-Nie wierzę w miłość. - Dokończyłam za niego.
-Właśnie.
-Czy będę potrafiła znów pokochać?
-Jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie przekonasz. - Powiedział i lewą ręką chwycił moją prawą dłoń, a drugą położył na moim lewym policzku. - Zadaj sobie jedno pytanie. Czy jesteś w stanie spróbować znów zacząć kochać? - Jego twarz zaczęła powoli zbliżać się do mojej. Przeszły mnie dreszcze. Upuściłam pustą już butelkę po piwie na podłogę, a ta pokulała się gdzieś z lekkim brzdęknięciem i położyłam dłoń na jego policzku. Uśmiechnął się lekko. I wtedy nasze usta się złączyły. To był słodki, delikatny pocałunek. Odsunął się ode mnie, a uśmiech nie schodził mu z ust. Jego uśmiechnięta twarz sprawiła że i ja się uśmiechnęłam.
-Tak.
-Co tak? - Spytał uśmiechając się.
-Chcę zostać twoją dziewczyną. - Nie wiem jak to możliwe ale jego uśmiech stał się jeszcze szerszy i znów mnie pocałował. Tym razem pocałunek był dłuższy.


Obudziłam się na kanapie wtulona w Nialla, przez Taszę oczywiście.
-O co chodzi?
-Mamy trening pamiętasz?
-Jaki tre ... aaa. Musimy?
-Tak musimy. Chyba chcesz zostać tancerką prawda?
-A oni?
-Niech śpią zostawimy im karteczkę. Idź się ogarnij do łazienki a ja zostawię im wiadomość że spotkamy się później. Dwadzieścia minut później wychodziłyśmy z domu Lukasa. Poszłyśmy na przystanek i po ponad godzinie byłyśmy na miejscu. Trening tak jak wczoraj trwał trzy godziny. Ale zostałyśmy na jeszcze jednej półtora godzinnej lekcji. W krótkiej przerwie, zanim zacznie kolejną lekcję podeszłyśmy do niego.
-Panie trenerze.
-Tak dziewczynki?
-My chciałybyśmy dostać się do tej pańskiej drużyny specjalnej.
-Cieszę się bardzo. Mam nadzieję że nie przestaniecie chodzić na te zwykłe treningi, bo tutaj również dużo można się nauczyć. A w piątek o osiemnastej jest pierwsze spotkanie. Jedna lekcja trwa również półtorej godziny. Czasem będziemy mieć jedną, czasem dwie. Wszystko zostanie uzgodnione w piątek. Więc podejrzewam że w piątek będzie tylko takie spotkanie organizacyjne. A w sobotę o osiemnastej już będą pierwsze zajęcia. I tak na marginesie. Jestem Charlie. W drużynie mówimy sobie po imieniu. - Uśmiechnął się i poszedł. A my również z uśmiechami na ustach poszłyśmy do szatni.
-I gdzie teraz idziemy? - Spytałam.
-Do parku. Są tam i grają w piłkę. A tak w ogóle to, co jest między tobą i Niallem?
-Tak jakby jesteśmy ze sobą.
-Tak jakby?
-No wiesz. - Westchnęłam. - Wiesz dobrze że od dawna z nikim nie byłam. Nikogo nie starałam się pokochać. A tak naprawdę może nigdy nie kochałam. Rodzice mi tego nie okazywali. I ty dobrze o tym wiesz. Ważniejsza jest dla nich praca, kariera, niż rodzina. Za wszelką cenę próbowałam zwrócić na siebie uwagę. I zwróciłam, przejęli się mną. Ale tylko na chwilę, by potem odesłać mnie pod opiekę obcym ludziom w zakładzie.
-O czym ty mówisz? Jakim zakładzie?
-Tak naprawdę Tasza nic o mnie nie wiesz.
-To mi powiedz. - Odwróciłam od niej wzrok.
-Nie. - Powiedziałam cicho.
-Dlaczego? Przecież wiesz że się o ciebie martwię. Jesteś moją kuzynką, jesteś dla mnie jak siostra. Jesteś moją jedyną rodziną, nie licząc dziadków, ale oni mnie nie rozumieją, są za starzy. - Zaśmiała się lekko. - A ty, ty mi przypominasz mojego ojca. W końcu oni byli bliźniakami. Ja w tobie widzę część taty. Więc? - Spytała zakładając plecak na ramię i wychodząc z szatni, wyszłam za nią. Ruszyłyśmy w stronę parku.
-Pamiętasz jak trafiłam do szpitala i prawie umarłam?
-Tak.
-Byłam nieprzytomna trzy dni.
-Tak, pamiętam. Babcia omal zawału nie odstała, jak się dowiedziała że w ciężkim stanie trafiłaś do szpitala, a drugi raz również z powodu twojego ocknięcia się. Lekarze mówili że możesz zapaść w bardzo głęboką śpiączkę.
-Tak. W tę noc byłam na imprezie. Z Gregiem. Moim chłopakiem. Był wspaniały, przy nim byłam szczęśliwa. Gdy rodzice nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi, on poświęcał mi jej bardzo wiele. Zawsze był przy mnie kiedy go potrzebowałam. Zabierał mnie na imprezy swoich przyjaciół. Dzięki niemu miałam wielu starszych kolegów i koleżanek. Pamiętam jego obecność, jego pocałunki, dotyk, jego bliskość. Ale to wszystko zostało okryte ciemnością w momencie w którym na tej imprezie, na tej ostatniej naszej imprezie weszliśmy do pokoju na piętrze. - Załamał mi się głos. - On zgwałcił mnie. Stawiałam opór, ale to było na nic. Szarpałam się, krzyczałam, a on mnie za to bił. Zaczął wyzywać od grubasów, suk, szmat. Powiedział że był ze mną tylko po to żeby się do mnie dobrać i czerpać przyjemność. Poddałam się. Nie miałam już sił stawiać oporu. Zniszczył mi psychikę. Pieprzył mnie bardzo ostro, w trakcie straciłam przytomność. A gdy się ocknęłam, miałam jego chuja w buzi. Dławiłam się nim, nie mogłam oddychać. Gdy się spuścił prawie się udławiłam, zaczęłam się krztusić i wymiotować. Znów straciłam przytomność. Obudziłam się trzy dni później w szpitalu. Policja dopytywała co się stało. Powiedziałam prawdę. Tyle ile pamiętałam. On trafił za kratki, za pedofilię, molestowanie, gwałt na nieletniej i próbę morderstwa. Mam nadzieję że zgnije w pierdlu. Przez niego właśnie straciłam wiarę w miłość. Przestałam kochać. Przestałam wychodzić do ludzi. Przez niego i jego wyzwiska jakimi mnie obdarzył w tę noc popadłam w bulimię i anoreksję. Zaczęłam się głodzić. Nic nie jadłam, odchudzałam się, trenowałam. Rodzice zoorientowali się po półtorej roku i wysłali mnie na durną terapię. Pół roku spędziłam zamknięta w tym pieprzonym zakładzie. Pieprzone pół roku odizolowana od wszystkiego. Zamknięta w celi, jak zwierzę w klatce. Jak jakaś przestępczyni, jakbym to ja była mordercą. Podczas tego sześciomiesięcznego pobytu tam próbowałam popełnić samobójstwo. - Wciągnęła gwałtownie powietrze na te słowa i spojrzała na mnie. - Trzy razy.
-Co?
-Po miesiącu pobytu tam łyknęłam dużo tabletek i zapiłam różnymi syropami, ale niestety odnalazły mnie pielęgniarki i uratowały. Byłam nieprzytomna przez tydzień. Kiedy minął trzeci miesiąc mojego pobytu tam próbowałam drugi raz popełnić samobójstwo. Podcięłam sobie żyły w łazience, ale znów znalazła mnie pielęgniarka i opatrzyła rany. Wtedy zaczęły się pytania. "Czemu to robię?" " Czemu chcę umrzeć?" Mówiłam "Bo nie mam po co żyć." "Nie chcę być zamknięta w psychiatryku." "Życie mnie nienawidzi i nic dobrego mnie nie czeka." Trzecią próbę samobójczą miałam pod koniec pobytu tam. Minęło ponad pięć miesięcy odkąd tam trafiłam. Powiesiłam się na prześcieradle na lampie, ale znów mnie znaleziono. Wszyscy mówili że to cud. "Tak usilnie pragniesz się zabić, ale za każdym razem jesteś ratowana. To musi być cud." Mówili "Bóg nad tobą czuwa i ma w planach coś dobrego." Następne pół roku spędziłam w domu, miałam indywidualne lekcje i co dzień musiałam jeździć na spotkania z terapeutą. Dopiero ostatnie pół roku było spokojne. Poszłam znów do szkoły. Rodzice chcieli bym wychodziła z domu. Bym spotykała się z ludźmi. Ale z kim. Nikt przez rok mnie nie widział. Ludzie w szkole zapomnieli mojego imienia. Byłam niewidzialna dla nich. Zapomnieli o mnie. Dopiero tutaj się trochę otworzyłam na ludzi. I Niall się we mnie zakochał. Wczoraj spytał czy chcę zostać jego dziewczyną. Przypomniał mi się Greg. To wszystko co mi wyrządził. Wystraszyłam się że Niall może mi zrobić to samo. Przestałam ufać ludziom, szczególnie chłopakom. Ale w głębi duszy wiem że Niall nie byłby w stanie mnie skrzywdzić. Nie wiem czumu tak czuję. Ale wtedy wspomnienia zalały moją głowę zaczęłam płakać i musiałam uciec od tego.
-Dlatego się pocięłaś?
-Co?
-Na żebrach.
-Ja? Skąd?
-Wczoraj nie miałaś tam śladu. A dziś widziałam cięcia. - Powiedziała smutno.
-Musiałam pozbyć się bólu psychicznego, zastępując go bólem fizycznym. To mi pomaga. A później wróciłam do was. I Niall ze mną porozmawiał. I zgodziłam się zostać jego dziewczyną. Nie wiem czy go kocham. Ja nie potrafię kochać. Straciłam wiarę w miłość. Ale jeśli on mnie kocha, może ja nauczę się znów kochać.
-I możecie oboje mieć rację. On może pomóc ci wrócić do siebie. - Powiedziała obejmując mnie lewą ręką. - Znam ciebie i znam jego. I choć śmiem przypuszczać że wam nie wyjdzie, życzę wam szczęścia. Bo jeśli w miłości wam nie wyjdzie, wyjdzie wam przyjaźń. A i przez to on może pomóc ci wrócić do dawnej siebie. Znów zaczniesz kochać.

------------------------------------------------
Co sądzicie o takim zwrocie akcji?
Pochwalcie się w komentarzach odczuciami.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

4 komentarze:

  1. Cudowny! Zakochałam się!
    Jaki obrót akcji... brak mi słów! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam zapomniałam się podpisać. :)
      Alex

      Usuń
  2. Kocham! <3
    Magda

    OdpowiedzUsuń