sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział Pierwszy

Wchodząc do kuchni na blacie stołu znalazłam kartkę na której pisało
Po zakończeniu szkoły masz wrócić prosto do domu, bo jest kilka spraw które musimy poruszyć
Rodzice
-Ta i co jeszcze? Dobrze wiedzą że na ten dzień i imprezę czekałam od dawna. - Wzięłam długopis i na tej samej kartce napisałam
Sorki ale nie. Mam plany już od paru tygodni na spędzenie tego dnia. Widzimy się jutro.
Zrobiłam sobie śniadanie, po zjedzeniu talerz wrzuciłam do zlewu i wróciłam do swojego pokoju ubrałam czarną sukienkę i koturny, do torebki wrzuciłam telefon, portfel, dokumenty i klucze. I wyszłam z domu pierw zamykając drzwi. Po dwóch godzinach męki w szkole byłam wolna. Właśnie zaczęły się wakacje, czas na imprezę. Wraz z moimi dwiema przyjaciółkami poszłyśmy do klubu.
Impreza była nawet spoko. Nie bawiłam się zbyt dobrze. Po prostu ... coś sprawiło że już nie potrafię. Chciałabym to zmienić i być taka jak kiedyś. Ale to niemożliwe. Całymi dniami siedzę sama w pokoju i nie wychodzę z niego bez większej potrzeby. Kiedyś nie mogłam usiedzieć w miejscu. A teraz? Teraz stałam się całkowitym przeciwieństwem siebie. Uciekam od ludzi. To jest pierwszy raz gdy wyszłam na imprezę od dwóch lat. A tak całymi dniami siedzę w domu na laptopie lub telefonie. Czasami wyjdę do parku ale tylko po to by spędzić czas daleko od rodziców.
Do domu wróciłam o czwartej nad ranem. Nie przebierałam się tylko rzuciłam na łóżko i od razu zasnęłam. Obudziłam się o trzynastej. Wzięłam prysznic, uczesałam się, ubrałam (bluzkaspodenki) następnie zeszłam na dół na obiad.
-No proszę kto to nas w końcu zaszczycił swoją obecnością. - Przewróciłam oczami i usiadłam do stołu. mama podała mi talerz z obiadem.
-Gdzie byłaś wczoraj? - Spytał ojciec.
-Daleko.
-Jak się do mnie zwracasz młoda damo?
-Normalnie ojcze?
-Miałaś być w domu wczoraj.
-Ale mnie nie było. Jakiś problem?
-Tak prosiliśmy cię z ojcem byś była w domu.
-Ale przecież już kilka tygodni temu wam mówiłam że zakończenie świętuje z przyjaciółkami. Nie powinniście się cieszyć że wyszłam z domu?
-Nie mam już do ciebie siły. - Matka się załamała
Oh jak mi przykro.
-Razem z twoją mamą postanowiliśmy że na wakacje wyślemy cię do dziadków na wieś.
-Co?! Nie!
-Bez dyskusji.
-Ale, nie! Tam niema internetu!
-O to chodzi. Wyjdziesz do ludzi.
-Tato nie!
-Koniec tematu. Wszystko postanowione. A teraz idziesz się spakować. O osiemnastej wyjeżdżamy na lotnisko, a o dwudziestej drugiej masz samolot. - Powiedział ojciec
-A i jeszcze jedno.
-Tak? - Spytałam załamana.
-Po wakacjach nie wracasz tu do domu. - Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na nią.
Nie może mi tego zrobić.
-Pójdziesz tam do pobliskiej szkoły. - Dopowiedział ojciec.
-Ale, tam nie ma szkoły.
-W mieście jest szkoła. Będziesz dojeżdżać.
-Nie. Nie chce. Proszę nie róbcie mi tego.
-Bez żadnego gadania. Musisz wyjść do ludzi. Musisz się otworzyć na świat.
-Ale ... nie.
-Idź się spakuj. - Pobiegłam do pokoju i wzięłam telefon. Usiadłam na podłodze i oparłam o łóżko. Jak zawsze odebrała po pierwszym sygnale.
-Tessa!
-Cina? Cina co się stało?
-Oni mnie wysyłają do dziadków, na wieś!
-Co?!
-I na wakacje! I do czasu aż skończę szkołę! Mam tam mieszkać przez dwa lata! Ja nie chcę!
-Cina. Co? Nie. Nie możesz.
-Ja nie mam nic do gadania! Przecież wiesz że jak moi rodzice się na coś uprą to ... Ja nie chcę tam jechać Tess.
-Tak mi przykro Cina.
-Co ja tam będę robić? Nikogo tam nie znam. Prócz mojej kuzynki. Ale ona się nie liczy. Ostatnio widziałam się z nią jakieś trzy lata temu.
-Dasz radę. To nic takiego.
-Nic takiego?!
-Słuchaj nie o to mi chodziło. Będziesz mogła tam zacząć wszystko od nowa. Całe życie zacząć na nowo, bo nikt cię nie zna. Nic lepszego nie można sobie wymarzyć. Będzie dobrze zobaczysz.
-Tam niema zasięgu no może te lepsze telefony mają że można połączyć się z kimś innym daleko i niema internetu. To jakaś dziura. Ja tam nie wytrzymam. - Nastała cisza. - Tessa. Ja nie chcę tam jechać.
-Dasz radę. Przepraszam muszę kończyć mama mnie woła. Trzymaj się. Pa.
-Pa. - Powiedziałam rozłączając połączenie. Nie wiem ile siedziałam na podłodze ale w końcu wstałam wzięłam walizki i spakowałam ciuchy, buty, kosmetyczkę, ładowarkę, a także laptopa i kilka gier żebym się nie nudziła, wzięłam także kilka książek moich ulubionych oraz ebooka. Moje dokumenty, portfel i wszystkie oszczędności jakie miałam. Spakowałam się w trzy duże walizki, dwie duże torby podróżne, plecak i torbę na ramię.
-Delfina! Schodź na dół!
Jestem Cina!
-Idę! - Krzyknęłam i zeszłam na dół zanosząc wszystko po kolei denerwując tym rodziców.
Uwielbiam ich denerwować.
-To wszystko? - Spytał ojciec gdy zniosłam na dół ostatnią walizkę.
-Poczekaj. - Powiedziałam i pobiegłam jeszcze raz na górę do pokoju. Wzięłam swoje okulary przeciw słoneczne o których zapomniałam, mp3 i słuchawki. Zeszłam na dół.
-Teraz już wszystko?
-Tak.
-To pożegnaj się z mamą i jedziemy.
-Pa mamo. - Powiedziałam i przytuliłam ją.
-Trzymaj. - Powiedziała dając mi do ręki pieniądze, uśmiechnęłam się i weszłam do samochodu. Założyłam słuchawki i włączyłam muzykę a ojciec po chwili ruszył. Półtorej godziny później byliśmy na lotnisku. Pomógł mi z bagażami. Zanim przeszłam przez odprawę pożegnałam się z nim a on również dał mi kasę.
Jak miło.
Następnie czekałam w poczekalni aż samolot przyleci. Podróż minęła mi zadziwiająco szybko. Pewnie przez to że całą drogę spałam. Osiem godzin w samolocie. Gdy maszyna wylądowała, odebrałam swoje bagaże i udałam do wyjścia. Przed lotniskiem czekała na mnie ciotka. Zdziwiłam się.
-Cześć ciociu.
-Witaj Delfino.
-Jestem Cina. - powiedziałam podirytowana.
-Nieważne kochanie.
Sama jesteś nieważna.
-Tak w ogóle co tu robisz ciociu?
-Przyjechałam z narzeczonym odwiedzić moich rodziców. A jutro będziemy wyjeżdżać do mojego brata.
-Fajnie. Mnie stamtąd przegonili a ciebie zapraszają.
-Twój tata stęsknił się za swoją młodszą siostrą. I twoi rodzice bardzo chcą poznać Johna.
-Fajnie.
-Chodź babcia się już nie  może doczekać aż cię zobaczy. Minęły ponad dwa lata odkąd ostatni raz cię widziała. Wiesz jak się cieszy?
Nie wątpię. Czemu muszę tu być? Boże ratuj.
-No idziesz? - Spojrzałam na ciotkę która właśnie zamykała bagażnik.
-Tak ciociu. - Wsiadłam do samochodu. Przez całą drogę ciotka wypytywała mnie o wszystko. Dosłownie. Po ponad dwóch godzinach jazdy miałam jej dość. A dopiero co dzień się zaczyna. O dziesiątej ciocia zaparkowała przed domkiem babci.
Zaczyna się.
-Delfina złotko jak ja się cieszę że cię widzę! - Zawołała babcia podchodząc do mnie i ściskając.
-Cześć babciu. Też się cieszę.
Tak naprawdę to cieszyłam się że tu będę. Przynajmniej niema obok moich rodziców którzy potrafią tylko w kółko marudzić. A dziadkowie są lepsi. Dobrze że wysłali mnie do nich a nie do dziadków od strony mamy. Tam bym chyba nie wytrzymała. Ale to nieważne. 
-Trzy lata się nie widzieliśmy. Stęskniłam się.
-Nie wyolbrzymiaj Beatrice. Minęły dwa lata i siedem miesięcy.
-Dziadku! Cześć.
-Cina skarbie, chodź tu do dziadka.
Dziadek zawsze szanował moje decyzję. I on jako jedyny z rodziny woła na mnie Cina. No i moja kuzynka.
-Cina! Jesteś wreszcie!
-Hej Tasza!
-Czemu tak długo nas nie odwiedzałaś?!
-Długa historia. Ale jestem na najbliższe dwa lata.
-Co?!
-Nie słyszałaś? Rodzice chcą żebym chodziła do pobliskiego miasta do szkoły tutaj.
-Super! Tyle czasu mamy razem do spędzenia. Ale się cieszę! - Rzuciła mi się na szyję.
-Ja też. - Powiedziałam starając się brzmieć naprawdę na szczęśliwą. - Dobra Tasza muszę się rozpakować.
-Okej! Pomogę ci wnieść walizki na górę. - Powiedziała z uśmiechem.

3 komentarze:

  1. Super Kochana :* idę czytać dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mrs. Malik poleciła mi Twojego bloga. Super :*
    Alex

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty :*
    Weszłam na blogi, które czyta Malikowa i zobaczyłam Twoje. Super :*
    Magda

    OdpowiedzUsuń